Rozdział 2
Obudziłam
się ze strasznym bólem głowy. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam
z lodówki butelkę zimnej wody i wypiłam prawie całą jej zawartość. Usiadłam na
krześle i położyłam głowę na stole.
-O widzę
że bardzo dobrze się czujesz bo za 4 godziny masz samolot do Londynu.-powiedziała
moja matka a ja jęknęłam bo strasznie nie chciało mi się jechać. Jednak wstałam
i poszłam na górę do swojego pokoju. Poszłam po jakieś ciuchy. Wybrałam czarno
biała koszulę w kratę, czarne obcisłe spodnie i czarne lity. Jak ja uwielbiam
lity i obcasy. Poszłam wziąć prysznic, ubrałam się, zrobiłam makijaż. Kiedy
skończyłam poszłam po swój telefon żeby zobaczyć która jest godzina. Było coś
po 11 a samolot miałam o 14. Zadzwoniłam do Lucy.
-No
cześć Lucy. Jak się czujesz?-spytałam.
-Hej
Hana dzięki już lepiej a ty żyjesz? Wczoraj byłaś nieźle pijana.-powiedziała.
-Wiem
ale nie aż tak bo pojechałam do domu swoim autem także chyba nie aż tak
bardzo.-powiedziałam
-Że co?
Hana czasem jesteś nie możliwa.-powiedziała śmiejąc się.
-No
wiem.-powiedziałam śmiejąc się razem z nią.- Dzwonię do ciebie teraz bo nie
wiem kiedy będę miała czas żeby zadzwonić bo muszę się zbierać na
lotnisku.-powiedziałam.- Jestem taka szczęśliwa.-powiedziałam z sarkazmem.
-Wyobrażam
sobie.-powiedziała i w tym samym momencie zaczęłyśmy się śmiać.-Dobra nie
przeszkadzam ci, muszę kończyć bo mama mnie woła.-powiedziała kiedy się uspokoiłyśmy.
-Ok to
nie przeszkadzam ci. Cześć.-powiedziałam i rozłączyłam się. Wstałam z wygodnego
łóżka i poszłam po torebkę. Wzięłam dużą czarną torebkę a później dokończyłam się
pakować. Spakowałam jeszcze laptopa, aparat, ładowarki, biżuterie do szkatułki
a ją do walizki i byłam spakowana. Nagle przypomniałam sobie o bilecie i
paszporcie, które spakowałam do torebki. Wzięłam dwie walizki, kurtkę
przewiesiłam przez torebkę, ją na ramię. Najpierw zniosłam jedną, a później drugą.
Nie spotkałam swoich rodziców czyżby kompletnie mnie olali super. Wyszłam przed
dom i czekałam na taksówkę. Po 30 minutach byłam już na lotnisku. Przez chwile
miałam w głowie plan żeby polecieć gdzie indziej ale pomyślałam że to głupie.
Cały czas w torebce brzęczał mi telefon więc go wyciągnęłam. Okazało się że
moja mamusia dzwoni, miałam to gdzieś więc schowałam go z powrotem do torebki.
Poczułam nagle czyiś dotyk na ramieniu i odwróciłam się.
-Cześć
córeczko przepraszamy za spóźnienie.-powiedzieli moi rodzice.
-Czasem się
zastanawiam czy wy nie macie wstydu. Po co marnujecie czas na mnie?-zapytałam.
-Uspokój
się już.-powiedział mój ojciec.
-Bądź
łaskaw i zamknij się.-powiedziałam.
-Hana
jak ty się odzywasz do ojca! Uspokójcie się oboje.-powiedziałam moja matka.
-Dobra
daj mi adres pod który mam jechać w Londynie i spadajcie.-powiedziałam.
-Może
byś zmieniła swoje zachowanie?-zapytał surowo mój ojciec.
- Dasz
mi ten adres?-spytałam mamy.
-Tak
proszę chociaż Adriana (mama Zayna ma tak na imię) powiedziała że ktoś cię
odbierze z lotniska.-powiedziała, a ja wzięłam od niej kartkę i poszłam w
stronę odpraw. Nie żegnałam się z nimi bo na to nie zasłużyli. Kiedy byłam już
w samolocie kilka łez mi poleciało ale tylko kilka. Nie będę przez nich płakać
nie zasłużyli. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziła mnie jakaś stewardesa i
powiedziała że już jesteśmy w Londynie. Szłam zamyślona z walizkami z głową w
dole aż na kogoś wpadłam.
-Przepraszam
zamyśliłam się i…-nie dane mi było skończyć bo kiedy zobaczyłam na kogo wleciałam
myślałam że chyba zwariuje. To był Zayn więc to on miał na mnie czekać super
lepiej być nie może.
-Cześć nie
przepraszaj przecież nic się nie stało.-powiedział z uśmiechem.-Czekałem na
ciebie i myślałem że się nie doczekam a tu proszę.-dopowiedział.
-Dobra
możemy już iść?-zapytałam obojętnie nie zwracając na niego uwagi. Wzięłam
pozbierałam swoje rzeczy z ziemi, wzięłam jedną walizkę a drugą zostawiłam
Zaynowi niech się chłopak na coś przyda.-Idziesz czy będziesz tam stał do końca
życia?-spytałam ozięble. Postanowiłam że jeśli będę dla niego obojętna to
zniechęci się do mnie i wyrzuci, odeśle do domu i po sprawie. Po chwili Zayn do
mnie dołączył. Weszliśmy na parking i Zayn pokazał gdzie mam iść. Zostawiłam mu
walizkę i weszłam do auta. Po chwili chłopak do mnie dołączył i jechaliśmy do
jego domu. Po 30 minutach byliśmy pod jego domem. Był większy i ładniejszy od
mojego.
-Ładny
dom.-powiedziałam żeby choć przez chwilę poczuł się fajnie.
-Dzięki.-powiedział
kiedy ja już byłam praktycznie pod drzwiami jego domu. Weszłam do niego nawet
nie pukając.
-Dzień
dobry.-powiedziała do mnie jakaś pani która wyglądała na pięćdziesiątkę.
-Dobry.-odpowiedziałam,
gościara nie była winna no ale co mnie to obchodzi.-Pani tu mieszka?-zapytałam
chciałam powiedzieć coś innego ale nie chciałam żeby poczułam się urażona czy
coś.
-nie ja
tylko tutaj pracuje.-powiedziała.
-Jako
kto?-zapytałam.
-Gotuje
i sprzątam.-odpowiedziała.
-A
pracuje tu ktoś jeszcze?-znów zapytałam a ona pokręciła przecząco głową. Chwile
się porozglądałam po korytarzu aż przyszedł królewicz z moimi walizkami.
-Dłużej się
nie dało?-spytałam zła.
-Przepraszam
rozmawiałem przez telefon.-odpowiedział.-Chodź pokaże ci pokój.-powiedział a ja
poszłam za nim. W środku jego dom był jeszcze większy.
-Wejdź
tu jest nasza sypialnia.-powiedział i pokazał ręką drzwi które były na końcu
korytarza. Przepuścił mnie w drzwiach więc weszłam. On wszedł za mną i położył
z boku moje walizki.-Tam jest garderoba rozpakuj się a później zejdź na
dół.-powiedział z uśmiechem po czym wyszedł. Poszłam do garderoby i nie mogłam uwierzyć
była bardzo duża. Rozpakowywałam się ponad godzinę ale miałam gdzieś że Zayn
czeka na dole. Gdyby nie moi starzy chyba byłabym dla niego milsza no ale co z
tego. Nudziło mi się więc zeszłam na dół. Zayn siedział w salonie i oglądał tv
ja usiadłam na kanapie obok niego ale nie za blisko.
-Gdzie
jest ta pani która tu była jak przyszłam?-zapytałam.
-Poszła
do domu a co?-spytał.
-Nic,
myślałam że tu mieszka. U mnie w domu służba spała w pokojach dla
służbówki.-powiedziałam.
-No jak
widzisz u mnie tak nie ma. Kiedy mieszkałem z moimi rodzicami też służba u nas
mieszkała.-powiedział a ja tylko kiwnęłam głową że słyszałam.
-Nie
idziesz do pracy?-zapytałam.
-Nie
dzisiaj już nie. Byłem rano tylko na chwilę.-powiedział.
-Wiesz
chyba powinna cię przeprosić za swoje zachowanie więc przepraszam.-powiedziałam
po chwili milczenia.
-Nie ok
rozumiem miałaś prawo się tak zachować mi też nie jest łatwo z tą
sytuacją.-powiedział a ja kiwnęłam głową ale po chwili się odezwałam.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna