czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 2

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki butelkę zimnej wody i wypiłam prawie całą jej zawartość. Usiadłam na krześle i położyłam głowę na stole.
-O widzę że bardzo dobrze się czujesz bo za 4 godziny masz samolot do Londynu.-powiedziała moja matka a ja jęknęłam bo strasznie nie chciało mi się jechać. Jednak wstałam i poszłam na górę do swojego pokoju. Poszłam po jakieś ciuchy. Wybrałam czarno biała koszulę w kratę, czarne obcisłe spodnie i czarne lity. Jak ja uwielbiam lity i obcasy. Poszłam wziąć prysznic, ubrałam się, zrobiłam makijaż. Kiedy skończyłam poszłam po swój telefon żeby zobaczyć która jest godzina. Było coś po 11 a samolot miałam o 14. Zadzwoniłam do Lucy.
-No cześć Lucy. Jak się czujesz?-spytałam.
-Hej Hana dzięki już lepiej a ty żyjesz? Wczoraj byłaś nieźle pijana.-powiedziała.
-Wiem ale nie aż tak bo pojechałam do domu swoim autem także chyba nie aż tak bardzo.-powiedziałam
-Że co? Hana czasem jesteś nie możliwa.-powiedziała śmiejąc się.
-No wiem.-powiedziałam śmiejąc się razem z nią.- Dzwonię do ciebie teraz bo nie wiem kiedy będę miała czas żeby zadzwonić bo muszę się zbierać na lotnisku.-powiedziałam.- Jestem taka szczęśliwa.-powiedziałam z sarkazmem.
-Wyobrażam sobie.-powiedziała i w tym samym momencie zaczęłyśmy się śmiać.-Dobra nie przeszkadzam ci, muszę kończyć bo mama mnie woła.-powiedziała kiedy się uspokoiłyśmy.
-Ok to nie przeszkadzam ci. Cześć.-powiedziałam i rozłączyłam się. Wstałam z wygodnego łóżka i poszłam po torebkę. Wzięłam dużą czarną torebkę a później dokończyłam się pakować. Spakowałam jeszcze laptopa, aparat, ładowarki, biżuterie do szkatułki a ją do walizki i byłam spakowana. Nagle przypomniałam sobie o bilecie i paszporcie, które spakowałam do torebki. Wzięłam dwie walizki, kurtkę przewiesiłam przez torebkę, ją na ramię. Najpierw zniosłam jedną, a później drugą. Nie spotkałam swoich rodziców czyżby kompletnie mnie olali super. Wyszłam przed dom i czekałam na taksówkę. Po 30 minutach byłam już na lotnisku. Przez chwile miałam w głowie plan żeby polecieć gdzie indziej ale pomyślałam że to głupie. Cały czas w torebce brzęczał mi telefon więc go wyciągnęłam. Okazało się że moja mamusia dzwoni, miałam to gdzieś więc schowałam go z powrotem do torebki. Poczułam nagle czyiś dotyk na ramieniu i odwróciłam się.
-Cześć córeczko przepraszamy za spóźnienie.-powiedzieli moi rodzice.
-Czasem się zastanawiam czy wy nie macie wstydu. Po co marnujecie czas na mnie?-zapytałam.
-Uspokój się już.-powiedział mój ojciec.
-Bądź łaskaw i zamknij się.-powiedziałam.
-Hana jak ty się odzywasz do ojca! Uspokójcie się oboje.-powiedziałam moja matka.
-Dobra daj mi adres pod który mam jechać w Londynie i spadajcie.-powiedziałam.
-Może byś zmieniła swoje zachowanie?-zapytał surowo mój ojciec.
- Dasz mi ten adres?-spytałam mamy.
-Tak proszę chociaż Adriana (mama Zayna ma tak na imię) powiedziała że ktoś cię odbierze z lotniska.-powiedziała, a ja wzięłam od niej kartkę i poszłam w stronę odpraw. Nie żegnałam się z nimi bo na to nie zasłużyli. Kiedy byłam już w samolocie kilka łez mi poleciało ale tylko kilka. Nie będę przez nich płakać nie zasłużyli. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziła mnie jakaś stewardesa i powiedziała że już jesteśmy w Londynie. Szłam zamyślona z walizkami z głową w dole aż na kogoś wpadłam.
-Przepraszam zamyśliłam się i…-nie dane mi było skończyć bo kiedy zobaczyłam na kogo wleciałam myślałam że chyba zwariuje. To był Zayn więc to on miał na mnie czekać super lepiej być nie może.
-Cześć nie przepraszaj przecież nic się nie stało.-powiedział z uśmiechem.-Czekałem na ciebie i myślałem że się nie doczekam a tu proszę.-dopowiedział.
-Dobra możemy już iść?-zapytałam obojętnie nie zwracając na niego uwagi. Wzięłam pozbierałam swoje rzeczy z ziemi, wzięłam jedną walizkę a drugą zostawiłam Zaynowi niech się chłopak na coś przyda.-Idziesz czy będziesz tam stał do końca życia?-spytałam ozięble. Postanowiłam że jeśli będę dla niego obojętna to zniechęci się do mnie i wyrzuci, odeśle do domu i po sprawie. Po chwili Zayn do mnie dołączył. Weszliśmy na parking i Zayn pokazał gdzie mam iść. Zostawiłam mu walizkę i weszłam do auta. Po chwili chłopak do mnie dołączył i jechaliśmy do jego domu. Po 30 minutach byliśmy pod jego domem. Był większy i ładniejszy od mojego.
-Ładny dom.-powiedziałam żeby choć przez chwilę poczuł się fajnie.
-Dzięki.-powiedział kiedy ja już byłam praktycznie pod drzwiami jego domu. Weszłam do niego nawet nie pukając.
-Dzień dobry.-powiedziała do mnie jakaś pani która wyglądała na pięćdziesiątkę.
-Dobry.-odpowiedziałam, gościara nie była winna no ale co mnie to obchodzi.-Pani tu mieszka?-zapytałam chciałam powiedzieć coś innego ale nie chciałam żeby poczułam się urażona czy coś.
-nie ja tylko tutaj pracuje.-powiedziała.
-Jako kto?-zapytałam.
-Gotuje i sprzątam.-odpowiedziała.
-A pracuje tu ktoś jeszcze?-znów zapytałam a ona pokręciła przecząco głową. Chwile się porozglądałam po korytarzu aż przyszedł królewicz z moimi walizkami.
-Dłużej się nie dało?-spytałam zła.
-Przepraszam rozmawiałem przez telefon.-odpowiedział.-Chodź pokaże ci pokój.-powiedział a ja poszłam za nim. W środku jego dom był jeszcze większy.
-Wejdź tu jest nasza sypialnia.-powiedział i pokazał ręką drzwi które były na końcu korytarza. Przepuścił mnie w drzwiach więc weszłam. On wszedł za mną i położył z boku moje walizki.-Tam jest garderoba rozpakuj się a później zejdź na dół.-powiedział z uśmiechem po czym wyszedł. Poszłam do garderoby i nie mogłam uwierzyć była bardzo duża. Rozpakowywałam się ponad godzinę ale miałam gdzieś że Zayn czeka na dole. Gdyby nie moi starzy chyba byłabym dla niego milsza no ale co z tego. Nudziło mi się więc zeszłam na dół. Zayn siedział w salonie i oglądał tv ja usiadłam na kanapie obok niego ale nie za blisko.
-Gdzie jest ta pani która tu była jak przyszłam?-zapytałam.
-Poszła do domu a co?-spytał.
-Nic, myślałam że tu mieszka. U mnie w domu służba spała w pokojach dla służbówki.-powiedziałam.
-No jak widzisz u mnie tak nie ma. Kiedy mieszkałem z moimi rodzicami też służba u nas mieszkała.-powiedział a ja tylko kiwnęłam głową że słyszałam.
-Nie idziesz do pracy?-zapytałam.
-Nie dzisiaj już nie. Byłem rano tylko na chwilę.-powiedział.
-Wiesz chyba powinna cię przeprosić za swoje zachowanie więc przepraszam.-powiedziałam po chwili milczenia.

-Nie ok rozumiem miałaś prawo się tak zachować mi też nie jest łatwo z tą sytuacją.-powiedział a ja kiwnęłam głową ale po chwili się odezwałam.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna