piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 6

-Możemy już iść?-spytałam obojętnie Zayna, kiedy zeszłam na dół.
-Tak, chodź.-powiedział i chciał złapać mnie za rękę ale ją odsunęłam. Wyszliśmy z domu i po chwili jechaliśmy już jego autem.
-No nie obrażaj się, kochanie.-powiedział kładąc swoją łapę na moim udzie, ale ja ją szybko strąciłam.
-Nie dotykaj mnie i się do mnie nie odzywaj.-powiedziałam i odwróciłam głowę w stronę okna. Po 30 minutach byliśmy pod jakimś wielkim domu, chociaż to nie był dom tylko willa. Wysiadłam z samochodu i niechętnie podałam rękę Zaynowi. W końcu byłam jego narzeczoną. Przed wejściem do domu zaczęłam się sztucznie uśmiechać do ludzi którzy akurat obok przechodzili.
-Chodź poznasz różne ważne osoby.-powiedział Zayn i pociągnął mnie w stronę jakiś ludzi. Nie byli młodzi prawie każdy miał był po 40. Masakra, coś czuję że będzie strasznie nudno.
-Dzień dobry panie Williamsie.-powiedział Zayn do jakiegoś kolesia który stal chyba ze swoją żoną, mieli po jakieś 50 lat lub nawet więcej, ja się tylko sztucznie uśmiechałam.
-Cześć Zayn, miło cię widzieć.-odezwał się ten koleś i przywitali się uściskiem.
-Hana to jest pan Williams i jego żona, a to jest moja narzeczona Hana.-powiedział Zayn, ten koleś pocałował mnie w rękę a gościara mnie przytuliłam co odwzajemniłam.  Zayn gadał już  z tym Williamsem czy jak mu tam było ponad 15 minut a mi się strasznie nudziło. Czasem podchodzili do nas jacyś ludzie i witali się, ale co z tego jak nie pamiętam prawie w ogóle ich imion. Zayn pożegnał się z tym panem a my poszliśmy dalej.
-Zayn to nie są twoi rodzice?-spytałam.
-Tak są, chodź przywitamy się.-powiedział i pociągnął mnie w ich stronę.
-Dzień dobry.-powiedziałam kiedy staliśmy przed nimi.
-Cześć Hana.-powiedziała do mnie mama Zayna i mnie przytuliła.-Ale wyrosłaś, ostatnio jak cię widziałam miałaś chyba 15 albo 16 lat.-powiedziała a ja się uśmiechnęłam. Z tatą Zayna też się przywitałam. Po chwili poszliśmy usiąść do stolika. Okazało się że to jakiś bal charytatywny czy coś takiego. Zaraz miały odbyć się jakieś licytację biżuterii. Siedziałam pijąc czerwone wino i rozmawiając z mamą Zayna. Zawsze ją lubiłam, była mila i w ogóle. Do taty Zayna też nic nie miałam. Chwile jeszcze rozmawiałyśmy ale później jakiś koleś prosił o ciszę i zaczęła się licytacja. Najpierw jakieś pierścionki i w ogóle, tu jest taka nuda że zaraz nie wytrzymam. Niektóre rzeczy były nawet ładne, ale ja nic nie chciałam.
-Podoba ci się coś?-spytał mnie Zayn nachylając się nade mną a ja pokiwałam przecząco głową. Tata Zayna czasem się odzywał ale jak na razie nic nie kupił swojej żonie. Może czekał na coś specjalnego.- kiedy to pomyślałam zaśmiałam się zwracając tym uwagę Zayna, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Jak byłam mniejsza czasem przychodziłam z rodzicami na takie licytacje, bale charytatywne i w ogóle, ale i tak się nudziłam. Pod koniec licytacji tata Zayna kupił swojej żonie jakiś naszyjnik z diamentów chyba, był nawet ładny, chociaż słowo ładny jest zły on był przepiękny.
-Podoba ci się Hana?-spytała mama Zayna, kiedy jej mąż jej go przyniósł.
-Tak jest piękny.-odpowiedziałam.
-Mam dużo biżuterii ale ten naszyjnik jest jednym z lepszych.-powiedziała a ja przytaknęłam głową.-Zawsze chciałam mieć córkę, której dałabym kiedyś swoje klejnoty i w ogóle ale się nie doczekałam. Chociaż po waszym ślubie będziesz dla mnie jak córka, właściwie to teraz już nią jesteś. Kiedyś ci pokaże swoją biżuterii.-powiedziała.
-Bardzo chętnie.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Już się nie mogę doczekać, aż będę mieć wnuczkę, którą będę strasznie rozpieszczać.-powiedziała a ja prawie zakrztusiłam się winem które piłam. Na szczęście tego nie zauważyła, a ja uśmiechnęłam się i pokiwałam głową że rozumiem. Czy oni są jacyś nienormalni uparli się wszyscy na dziecko. Nie chciałam robić awantury ani nic wiec tylko kiwałam głową i w ogóle.
-Musimy wybrać się razem na zakupy, zwłaszcza że do waszego ślubu tutaj zostajemy.
-Bardzo chętnie, jak będzie mieć pani czas to proszę zadzwonić.-powiedziałam.
-Na pewno.-powiedziała.
-Zayn możemy już iść?-spytałam. Było już po pierwszej a ja byłam zmęczona i lekko wstawiona.
-Tak.-powiedział, pożegnaliśmy się z jego rodzicami i wróciliśmy do domu.
-Czemu nic nie chciałaś?-spytał Zayn kiedy wchodziliśmy do domu.
-Tak po prostu.-odpowiedziałam ściągając obcasy.
-Jutro po południu jedziemy na 3 dni do Madrytu.-powiedział Zayn kiedy wchodziliśmy do góry po schodach.
-Po co?-spytałam wchodząc do sypialni.
-Muszę omówić pewne sprawy z klientem.-odpowiedział. Wyjazd służbowy więc po co mam jechać, chociaż to nie głupi pomysł. Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Zayn poszedł do łazienki. Wstałam z łóżka i poszłam po telefon. Kiedy go znalazłam w torebce, znów położyłam się na łóżku i zadzwoniłam do Lucy. U nich pewnie jest jakaś 8 lub 9 wieczorem więc pewnie jeszcze nie śpi. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Tak słucham?-spytała.
-No cześć Lucy.-powiedziałam.
-Hana, hej. Co tam u ciebie?-spytała.
-Jakoś leci, nie jest najgorzej. A co u ciebie?-spytałam.
-Wszystko w porządku, tylko mama jest chora i nie dam rady przyjechać do ciebie wcześniej niż na ślub.-powiedziała.
-Ok nie ma sprawy. A co jej jest?-spytałam.
-Ma zapalenie płuc i jako dobra córka, chcę jej trochę pomóc.-powiedziała akurat w tym momencie wszedł Zayna ale miałam to gdzieś. Położył się na łóżku i przytulił do mnie. Nie chciało mi się go odpychać więc po prostu go zignorowałam.
-Pozdrów ją. Ja chyba swoją bym się nie opiekowała.-powiedziałam.
-Hana nie mów tak, w końcu to twoja matka.-powiedziała.
-Gdybyś tylko wiedziała co zrobiła chyba byś tak nie mówiła.-powiedziałam.
-Czemu tak mówisz? Co się stało?-pytała.
-Długa historia, opowiem ci ją jak mnie odwiedzisz.-powiedziałam z uśmiechem.
-Ok, nie martw się. A w ogóle oni będą na twoim ślubie?-spytała.
-Nie wiem jak nie zapomną to może będą, chociaż szczerze mam to gdzieś.-powiedziałam a Lucy się zaśmiała.-No co? Mówię prawdę.-dokończyłam.
-Chyba nieźle się pokłóciliście.-powiedziała śmiejąc się.
-Ej nie śmiej się, to nie jest śmieszne, a że się pokłóciliśmy to mało powiedziane.-powiedziałam i też zaczęłam się śmiać.
-Dobra opowiesz mi kiedy się zobaczymy, a teraz ci nie przeszkadzam bo twój przyszły mąż mnie jeszcze znienawidzi że odbieram mu żonę.-powiedziała i obie się zaśmiałyśmy.
-Mam to gdzieś.-powiedziałam.-Niech spada na drzewo.-dokończyłam a Lucy zaczęła się śmiać jeszcze bardziej.
-Jesteś niemożliwa.-powiedziała.
-Teraz dopiero to wiesz? Myślałam że lepiej mnie znasz.-powiedziałam
-Ej, ej.-powiedziała.
-Nie no żartowałam.
-A przystojny chociaż?-spytała po chwili.
-Nie, stary koleś, w ogóle nie jest przystojny. On mógłby być moim ojcem.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Nie przesadzaj nie możemy być tak źle.-powiedziała.
-Oj może uwierz, jest strasznie wkurzający.-powiedziałam , specjalnie tak mówiłam żeby Zayn to wszystko słyszał.
-Dobra kończę dobrej nocy.-powiedziała.
-Ok i nawzajem. Pa.-powiedziałam i się rozłączyłam. Odłożyłam telefon na szafkę.
-Co się tak patrzysz?-spytałam Zayna, który się na mnie patrzył i leżał mi na brzuchu.
-A co nie mogę?-odpowiedział mi pytaniem.
-Nie no możesz, ty możesz wszystko.-powiedziałam.
-Jestem dla ciebie stary, brzydki i wkurzający?-spytał Zayn po chwili.
-Bardzo.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Ej nie śmiej się ze mnie.-powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-Zayn przestań!-krzyczałam.
-A przeprosisz?-spytał a ja przecząco pokiwałam głową, na co on zaczął łaskotać mnie coraz bardziej.
-Dobra, dobra przepraszam.-powiedziałam a Zayn przestał mnie łaskotać.-Jak Lucy cię zobaczy to jej kopara opadnie.-powiedziałam.
-Czemu niby?-spytał Zayn.

-Bo znając życie naprawdę mi uwierzyła że jesteś stary i w ogóle.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać a Zayn razem ze mną. Po chwili zasnęłam.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna