Rozdział 6
-Możemy
już iść?-spytałam obojętnie Zayna, kiedy zeszłam na dół.
-Tak,
chodź.-powiedział i chciał złapać mnie za rękę ale ją odsunęłam. Wyszliśmy z
domu i po chwili jechaliśmy już jego autem.
-No nie
obrażaj się, kochanie.-powiedział kładąc swoją łapę na moim udzie, ale ja ją
szybko strąciłam.
-Nie
dotykaj mnie i się do mnie nie odzywaj.-powiedziałam i odwróciłam głowę w
stronę okna. Po 30 minutach byliśmy pod jakimś wielkim domu, chociaż to nie był
dom tylko willa. Wysiadłam z samochodu i niechętnie podałam rękę Zaynowi. W
końcu byłam jego narzeczoną. Przed wejściem do domu zaczęłam się sztucznie
uśmiechać do ludzi którzy akurat obok przechodzili.
-Chodź
poznasz różne ważne osoby.-powiedział Zayn i pociągnął mnie w stronę jakiś
ludzi. Nie byli młodzi prawie każdy miał był po 40. Masakra, coś czuję że będzie
strasznie nudno.
-Dzień
dobry panie Williamsie.-powiedział Zayn do jakiegoś kolesia który stal chyba ze
swoją żoną, mieli po jakieś 50 lat lub nawet więcej, ja się tylko sztucznie
uśmiechałam.
-Cześć
Zayn, miło cię widzieć.-odezwał się ten koleś i przywitali się uściskiem.
-Hana to
jest pan Williams i jego żona, a to jest moja narzeczona Hana.-powiedział Zayn,
ten koleś pocałował mnie w rękę a gościara mnie przytuliłam co odwzajemniłam. Zayn gadał już z tym Williamsem czy jak mu tam było ponad 15
minut a mi się strasznie nudziło. Czasem podchodzili do nas jacyś ludzie i
witali się, ale co z tego jak nie pamiętam prawie w ogóle ich imion. Zayn pożegnał
się z tym panem a my poszliśmy dalej.
-Zayn to
nie są twoi rodzice?-spytałam.
-Tak są,
chodź przywitamy się.-powiedział i pociągnął mnie w ich stronę.
-Dzień
dobry.-powiedziałam kiedy staliśmy przed nimi.
-Cześć
Hana.-powiedziała do mnie mama Zayna i mnie przytuliła.-Ale wyrosłaś, ostatnio
jak cię widziałam miałaś chyba 15 albo 16 lat.-powiedziała a ja się uśmiechnęłam.
Z tatą Zayna też się przywitałam. Po chwili poszliśmy usiąść do stolika.
Okazało się że to jakiś bal charytatywny czy coś takiego. Zaraz miały odbyć się
jakieś licytację biżuterii. Siedziałam pijąc czerwone wino i rozmawiając z mamą
Zayna. Zawsze ją lubiłam, była mila i w ogóle. Do taty Zayna też nic nie
miałam. Chwile jeszcze rozmawiałyśmy ale później jakiś koleś prosił o ciszę i
zaczęła się licytacja. Najpierw jakieś pierścionki i w ogóle, tu jest taka nuda
że zaraz nie wytrzymam. Niektóre rzeczy były nawet ładne, ale ja nic nie
chciałam.
-Podoba
ci się coś?-spytał mnie Zayn nachylając się nade mną a ja pokiwałam przecząco
głową. Tata Zayna czasem się odzywał ale jak na razie nic nie kupił swojej
żonie. Może czekał na coś specjalnego.- kiedy to pomyślałam zaśmiałam się zwracając
tym uwagę Zayna, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Jak byłam mniejsza czasem
przychodziłam z rodzicami na takie licytacje, bale charytatywne i w ogóle, ale
i tak się nudziłam. Pod koniec licytacji tata Zayna kupił swojej żonie jakiś
naszyjnik z diamentów chyba, był nawet ładny, chociaż słowo ładny jest zły on
był przepiękny.
-Podoba
ci się Hana?-spytała mama Zayna, kiedy jej mąż jej go przyniósł.
-Tak
jest piękny.-odpowiedziałam.
-Mam
dużo biżuterii ale ten naszyjnik jest jednym z lepszych.-powiedziała a ja przytaknęłam
głową.-Zawsze chciałam mieć córkę, której dałabym kiedyś swoje klejnoty i w
ogóle ale się nie doczekałam. Chociaż po waszym ślubie będziesz dla mnie jak
córka, właściwie to teraz już nią jesteś. Kiedyś ci pokaże swoją biżuterii.-powiedziała.
-Bardzo
chętnie.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Już się
nie mogę doczekać, aż będę mieć wnuczkę, którą będę strasznie
rozpieszczać.-powiedziała a ja prawie zakrztusiłam się winem które piłam. Na
szczęście tego nie zauważyła, a ja uśmiechnęłam się i pokiwałam głową że
rozumiem. Czy oni są jacyś nienormalni uparli się wszyscy na dziecko. Nie
chciałam robić awantury ani nic wiec tylko kiwałam głową i w ogóle.
-Musimy
wybrać się razem na zakupy, zwłaszcza że do waszego ślubu tutaj zostajemy.
-Bardzo
chętnie, jak będzie mieć pani czas to proszę zadzwonić.-powiedziałam.
-Na
pewno.-powiedziała.
-Zayn
możemy już iść?-spytałam. Było już po pierwszej a ja byłam zmęczona i lekko
wstawiona.
-Tak.-powiedział,
pożegnaliśmy się z jego rodzicami i wróciliśmy do domu.
-Czemu
nic nie chciałaś?-spytał Zayn kiedy wchodziliśmy do domu.
-Tak po
prostu.-odpowiedziałam ściągając obcasy.
-Jutro
po południu jedziemy na 3 dni do Madrytu.-powiedział Zayn kiedy wchodziliśmy do
góry po schodach.
-Po
co?-spytałam wchodząc do sypialni.
-Muszę
omówić pewne sprawy z klientem.-odpowiedział. Wyjazd służbowy więc po co mam
jechać, chociaż to nie głupi pomysł. Przebrałam się w piżamę i położyłam do
łóżka. Zayn poszedł do łazienki. Wstałam z łóżka i poszłam po telefon. Kiedy go
znalazłam w torebce, znów położyłam się na łóżku i zadzwoniłam do Lucy. U nich
pewnie jest jakaś 8 lub 9 wieczorem więc pewnie jeszcze nie śpi. Odebrała po
dwóch sygnałach.
-Tak
słucham?-spytała.
-No
cześć Lucy.-powiedziałam.
-Hana,
hej. Co tam u ciebie?-spytała.
-Jakoś
leci, nie jest najgorzej. A co u ciebie?-spytałam.
-Wszystko
w porządku, tylko mama jest chora i nie dam rady przyjechać do ciebie wcześniej
niż na ślub.-powiedziała.
-Ok nie
ma sprawy. A co jej jest?-spytałam.
-Ma
zapalenie płuc i jako dobra córka, chcę jej trochę pomóc.-powiedziała akurat w
tym momencie wszedł Zayna ale miałam to gdzieś. Położył się na łóżku i
przytulił do mnie. Nie chciało mi się go odpychać więc po prostu go
zignorowałam.
-Pozdrów
ją. Ja chyba swoją bym się nie opiekowała.-powiedziałam.
-Hana
nie mów tak, w końcu to twoja matka.-powiedziała.
-Gdybyś
tylko wiedziała co zrobiła chyba byś tak nie mówiła.-powiedziałam.
-Czemu
tak mówisz? Co się stało?-pytała.
-Długa
historia, opowiem ci ją jak mnie odwiedzisz.-powiedziałam z uśmiechem.
-Ok, nie
martw się. A w ogóle oni będą na twoim ślubie?-spytała.
-Nie
wiem jak nie zapomną to może będą, chociaż szczerze mam to gdzieś.-powiedziałam
a Lucy się zaśmiała.-No co? Mówię prawdę.-dokończyłam.
-Chyba
nieźle się pokłóciliście.-powiedziała śmiejąc się.
-Ej nie
śmiej się, to nie jest śmieszne, a że się pokłóciliśmy to mało
powiedziane.-powiedziałam i też zaczęłam się śmiać.
-Dobra
opowiesz mi kiedy się zobaczymy, a teraz ci nie przeszkadzam bo twój przyszły
mąż mnie jeszcze znienawidzi że odbieram mu żonę.-powiedziała i obie się zaśmiałyśmy.
-Mam to
gdzieś.-powiedziałam.-Niech spada na drzewo.-dokończyłam a Lucy zaczęła się śmiać
jeszcze bardziej.
-Jesteś
niemożliwa.-powiedziała.
-Teraz
dopiero to wiesz? Myślałam że lepiej mnie znasz.-powiedziałam
-Ej,
ej.-powiedziała.
-Nie no
żartowałam.
-A
przystojny chociaż?-spytała po chwili.
-Nie,
stary koleś, w ogóle nie jest przystojny. On mógłby być moim
ojcem.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Nie
przesadzaj nie możemy być tak źle.-powiedziała.
-Oj może
uwierz, jest strasznie wkurzający.-powiedziałam , specjalnie tak mówiłam żeby
Zayn to wszystko słyszał.
-Dobra
kończę dobrej nocy.-powiedziała.
-Ok i
nawzajem. Pa.-powiedziałam i się rozłączyłam. Odłożyłam telefon na szafkę.
-Co się tak
patrzysz?-spytałam Zayna, który się na mnie patrzył i leżał mi na brzuchu.
-A co nie
mogę?-odpowiedział mi pytaniem.
-Nie no
możesz, ty możesz wszystko.-powiedziałam.
-Jestem
dla ciebie stary, brzydki i wkurzający?-spytał Zayn po chwili.
-Bardzo.-powiedziałam
i zaczęłam się śmiać.
-Ej nie
śmiej się ze mnie.-powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-Zayn
przestań!-krzyczałam.
-A
przeprosisz?-spytał a ja przecząco pokiwałam głową, na co on zaczął łaskotać
mnie coraz bardziej.
-Dobra,
dobra przepraszam.-powiedziałam a Zayn przestał mnie łaskotać.-Jak Lucy cię
zobaczy to jej kopara opadnie.-powiedziałam.
-Czemu
niby?-spytał Zayn.
-Bo
znając życie naprawdę mi uwierzyła że jesteś stary i w ogóle.-powiedziałam i
zaczęłam się śmiać a Zayn razem ze mną. Po chwili zasnęłam.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna