sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 16

5 miesięcy później
Jestem w piątym miesiącu ciąży z Zaynem. Będziemy mieli córeczkę, Sophie. Zayn bardzo się stara, często siedzi ze mną w domu, wychodzimy na miasto. Niedawno skończył pokój dla naszej córeczki. Postanowiliśmy, że nie będzie miała pokoju w księżniczki, tylko w różne misie. Ten pokój jest bardzo dziecięcy, ale nie dziewczęcy. Ma dużo ciuszków zwłaszcza sukienek dzięki mnie. Nie żałuję, że będę mieć dziecko, jak Zayn odejdzie, zostawi mnie przynajmniej będę miała coś co będzie mi o nim przypominać. Kiedy moi rodzice dowiedzieli się o ciąży oczywiście od Zayna, przyjechali do nas. Ja praktycznie się do nich nie odzywałam, miałam ich gdzieś, ale Zayn był miły i bardzo gościnny. Zapomniałam dodać, że już widać zaokrąglony brzuszek. Pomimo, że to 5 miesiąc nieźle widać już go widać. Sophie nieźle daje mi popalić swoimi kopnięciami. Jak zaczął się 5 miesiąc to zaczęła kopać teraz jest już koniec 5 miesiąca. Zayn pojechał do firmy, chciał zostać, ale powiedziałam mu, że musi pracować, a nie cały czas siedzieć ze mną w domu. Jest już po 7 wieczorem, a go nie ma. To bardzo dziwne, bo kiedy zostawał dłużej uprzedzał mnie o tym, ale teraz tego nie zrobił. Bardzo się o niego martwię i mam złe przeczucia. Minęła godzina, a on nadal nie dzwoni, jak ja do niego dzwonię to odzywa się poczta głosowa. Jest już po 8, a ja jestem trochę zmęczona. Usiadłam na kanapie i już prawie zasypiałam kiedy zaczął dzwonić mój telefon. Od razu się rozbudziłam i odebrałam.
-Halo?-powiedziałam.
-Pani Hana Malik?-spytała jakaś kobieta.
-Tak to ja. Coś się stało?
-Pani mąż miał wypadek leży w szpitalu. Może pani przyjechać?-spytała. Powiedziałam, że tak, a ona podała mi adres. Ubrałam buty, wzięłam torebkę i klucze i pojechałam do szpitala. Bardzo boję się o Zayna. Jakieś 15 minut później byłam w szpitalu. Spytałam o Zayna, ale pielęgniarka powiedziała, żebym najpierw porozmawiała z lekarzem. Trochę się wystraszyłam, ale poszłam do tego lekarza.
-Proszę.-powiedział kiedy zapukałam na co weszłam.
-Dzień dobry, jestem żoną Zayna Malika. Chciał pan żebym przyszła?-spytał zdenerwowana.
-Tak, dzień dobry proszę usiąść. Pani mąż miał wypadek, ma złamane 3 żebra i mocne wstrząśnienie mózgu. No niby nic wielkiego, ale jest duże prawdopodobieństwo, że pan Malik kiedy się obudzi nie będzie nic pamiętał.-powiedział, a mnie zatkało.
-Ale jak to? Zayn nie będzie nic pamiętał? Od jakiego czasu?-zadawałam lekarzowi pytania.
-Nie będzie pamiętał roku.-powiedział. Co?! Czyli nawet nie będzie mnie znał? To chyba jakiś zły sen.
-Przecież to niemożliwe.-powiedziałam płacząc.
-Przykro mi. Pani mąż za parę godzin powinien się obudzić.-powiedział.
-Mogę do niego iść?-spytałam, choć nie byłam pewna czy chcę do niego iść. Jeśli nie będzie mnie pamiętał to jak ja mam się w stosunku do niego zachowywać, a jaki on będzie w stosunku do mnie.
-Tak, zaprowadzę panią.-powiedział wstając.
-Mam jeszcze jedno pytanie.-powiedziałam również wstając.
-Słucham?
-Ile zajmie mu odzyskanie pamięci?-spytałam.
-Trudno powiedzieć, każdy organizm reaguję inaczej. Może minąć dzień, tydzień, miesiąc albo nawet rok. Jest jeszcze opcja, że wcale nie odzyska pamięci.-powiedział. Przecież to niemożliwe. Jeśli on nie odzyska pamięci, to co stanie się z nami? Nie będzie pamiętał mnie, nawet nie będzie wiedział, że będziemy mieć dziecko. To jest niemożliwe. Lekarz zaprowadził mnie do Sali Zayna, więc tam weszłam. Usiadłam na krześle przy łóżku Zayna. On spał, a ja go obserwowałam. Chwyciłam jego rękę i zaczęłam kreślić na niej kółka. Położyłam głowę obok naszych splecionych dłoni i sama nie wiem kiedy zasnęłam, byłam zmęczona i bałam się tego co będzie później. Obudziłam się, bo czułam, że Zayn ściąga moją rękę ze swojej spojrzałam na niego, ale nie odezwałam się.
-Kim jesteś?-spytał. Czyli jednak stracił pamięć.
-Jestem Hana.-powiedziałam.
-A co tu robisz?
-Nie pamiętasz mnie?-spytałam smutna.
-Nie, a powinienem?-spytał.
-Jestem twoją żoną. Naprawdę mnie nie pamiętasz?
-Co?! Ja nie mam żony. Chyba pomyliłaś salę.
-Nie mów tak, nie pamiętasz mnie, ale mam nadzieję, że sobie mnie przypomnisz. Miałeś wypadek i straciłeś pamięć. Nie wiem jak zachowywać się w stosunku do ciebie, skoro mnie nie pamiętasz, nie znasz.-powiedziałam.
-Chyba mi nie powiesz, że to dziecko też jest moje?-spytał wskazując głową na mój brzuch.
-Czemu tak mówisz? To twoje dziecko, które sam bardzo chciałeś.-powiedziałam głaszcząc się po brzuchu.
-Nie okłamuj mnie.-powiedział.
-Nie pamiętasz? Chciałeś mieć dziecko, namawiałeś mnie na nie. Kiedy się dowiedziałeś, że będziemy mieć córeczkę, byłeś bardzo  szczęśliwy i sam powiedziałeś, że będzie miała na imię Sophia, bo zawsze chciałeś, żeby twoja córka miała tak na imię. Nie okłamuję cię to wszystko jest prawdą.-powiedziałam.
-To co mówisz jest prawdą, ale nie wiem. Musisz mnie zrozumieć, jesteś dla mnie obca, nie znam cię, nie pamiętam. Muszę o tym wszystkim pomyśleć i poukładać to sobie w głowię.-powiedział.

-Nie mów tak, nie mów, że jestem dla ciebie obca. Nie możesz mnie tak ranić, twoje słowa bardzo mnie bolą.-wszystko co mówiłam było prawdą. Nie mogłam znieść, że tak do mnie mówił.-Pójdę do domu, a ty to wszystko przemyśl.-powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wyszłam. Pojechałam do domu, nie miałam siły nawet się przebrać więc od razu położyłam się na łóżku tam gdzie zawsze śpi Zayn. Pachniało nim, otulona jego zapachem zasnęłam.

Rozdział 15

2 tygodnie w Hiszpanii minęły fajnie. Czas leciał szybko, ale było warto. Chodziliśmy na plażę, na imprezy do klubów, na spacery. Niestety musimy już wracać. Jesteśmy w drodze na lotnisko. Zayn bardzo się cieszy, że zgodziłam się na dziecko, ale ja nie jestem co do tego przekonana. Ale nie chcę tego mówić Zaynowi, bo on bardzo chcę dziecko. Siedzimy już w samolocie i lecimy do domu. Stewardesa pytała czy coś chcemy, ale my nic nie chcieliśmy. Ułożyłam się wygodnie na fotelu i zasnęłam. Obudził mnie głos Zayna.
-Już jesteśmy, kochanie, czas wstawać.-powiedział, a ja otworzyłam oczy. Odpięłam swój pas i wyszłam z samolotu. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu. 30 minut później byliśmy już w domu. Zayn wniósł bagaże na górę, a po chwili zszedł na dół i razem siedzieliśmy w salonie.
-Co chcesz na kolację?-spytałam Zayna.
-Hm… ciebie.-powiedział sadzając mnie sobie na kolanach.
-Zayn pytam serio. Co chcesz?
-Może ja coś zrobię, a później pójdziemy na górę?-zaproponował.
-Nie, ja coś zrobię, a poza tym myślisz tylko o jednym.-powiedziałam śmiejąc się.
-Dziecko samo się nie zrobi.-powiedział też się śmiejąc.
-Na pewno je chcesz?-spytałam.
-Tak, dlaczego pytasz?-spytał.
-Tak po prostu.-odpowiedziałam odwracając głowę w stronę okna. Zayn chwycił mnie za podbródek tak, żebym na niego patrzyła.
-Nie chcesz dziecka? Mówiłaś, że się jednak zdecydowałaś.-powiedział.
-Powiedziałam tak, ale nie jestem pewna.-powiedziałam cicho.
-Czemu niby?-spytał zły Zayn? Czemu on jest zły.-Dajesz mi nadzieję, a później to odkręcasz.-dodał.
-Chcę mieć to dziecko tak jak powiedziałam, ale boję się.-powiedziałam.
-Czego?-spytał głaszcząc mnie po policzku.
-Tego, że mnie zostawisz. Jak będę w ciąży to będę brzydka i gruba i mogę się tobie znudzić. Boję się, że odejdziesz, że mnie zdradzisz jak urodzę dziecko. Kiedy je urodzę nie będę taka jaka jestem teraz. Będę musiała zajmować się dzieckiem i nie będę miała tyle czasu dla ciebie. Ty się znudzisz i znajdziesz sobie kochankę.-powiedziałam smutna.
-Nie będzie tak, wiem na co się pisze. W ciąży będziesz jeszcze piękniejsza, a jako matka jeszcze bardziej. Będę ci pomagał przy dziecku i wychowywał je razem z tobą. Nigdy się tobą nie znudzę.-powiedział.
-Nie chcę się na to zawieźć.-powiedziałam cicho.
-I nie zawiedziesz się na mnie. Musisz mi uwierzyć.-powiedział.
-Obiecujesz?-spytałam kładąc ręce na szyje Zayna.
-Obiecuję.-powiedział ocierając swoim nosem mój.
-Trzymam cię za słowo.-powiedziałam.-Chodź..-dodałam ciągnąć go za rękę.
-Gdzie?-spytał.

-Dziecko się samo nie zrobi.-powiedziałam śmiejąc się. Poszliśmy na górę.

piątek, 11 lipca 2014

Moje blogi

http://marriage-fanfiction.blogspot.com/

http://fulfillment-zaynmalik.blogspot.com/

http://dependent-zaynmalik.blogspot.com/

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 14

Rano obudziła mnie Mary i powiedziała że muszę wstać bo za pół godziny przyjedzie ta Ashley. Wstałam z łóżka poszłam wziąć prysznic i ubrałam się w luźne ciuchy. Poszłam zjeść śniadanie i kiedy skończyłam przyszła Ashley.
-Cześć Hana.-powiedziała.
-Dzień dobry.-powiedziałam. Zaczęła mnie czesać a w między czasie przyszła Lucy. Opowiedziała mi jak było. Najpierw trochę pozwiedzali Londyn, później poszli do kina, później na kolację i wróciła w nocy bo byli po kolacji na spacerze w parku. Jeszcze tylko ta Ashley kończyła mnie malować, a później poprosiłam żeby uczesała i umalowała Lucy, więc się zgodziła. Ten ślub miał być u nas w ogrodzie. Wszystko było białe, krzesła były poustawiane, mama Zayna i moja chodziły i wszystko i wszystkich ustawiała żeby wszystko było doskonałe. Mi się chciało śmiać, bo widok był naprawdę zabawny. Właśnie skończyłam ubierać swoją suknię, była piękna. Cieszyłam się, że sama ją wybrałam. Lucy też wyglądała super. Zeszłam na dół i przez przypadek wpadłam na jakiegoś kelnera, bo byłam tak zamyślona.
-Przepraszam.-powiedział.
-Steve?-spytałam.
-Hana?-zapytał i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Nie wiedziałem że wychodzisz za mąż i to akurat dziś.-powiedział.
-No tak wyszło.-powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Przepraszam muszę już iść.-powiedziałam, pożegnaliśmy się i poszłam w stronę wyjścia do ogrodu. Najgorsze było to, że mój stary musiał mnie poprowadzić do ołtarza. Przecież mogłabym iść sama, ale nie chciałam się dziś z nimi kłócić. Dziś będę dla nich miła, bo nie chcę zrobić sobie wstydu na własnym ślubie. Chcę żeby ten dzień był spokojny. Teraz stoję z Zaynem i patrzę jak niektórzy się dobrze bawią.
-Chodź zatańczymy.-powiedział Zayn i poszliśmy tańczyć. W ogóle wszyscy co chwile nam gratulowali a ja miałam dość. Mało rozmawiałam z rodzicami a jak już miałam to tylko z przymusu, bo większość ludzi na nas patrzyła. Teraz siedzę i jem sobie ciasto, które jest pyszne, jem już chyba 4 albo 5 kawałek, no ale co nie mam co robić. Większości ludzi stąd nie znam. W między czasie fotograf zrobiłam nam super zdjęcia w ogrodzie. Czasem widziałam Steve, ale nie podszedł do mnie w ogóle i nie pogadał. Był w pracy ale od razu ludzie by nie umarli jakby nie dał im wina, szampana czy czegoś tam. Było coś po 19, a my musieliśmy iść bo mieliśmy samolot. Poszłam się przebrać w krótszą sukienkę. Pożegnaliśmy się z gośćmi i pojechaliśmy na lotnisko. Pół godziny później byliśmy już w samolocie. Byłam zmęczona więc poszłam spać. Obudził mnie Zayn i powiedział że już jesteśmy. Tak jak uzgodniliśmy pojechaliśmy do Hiszpanii na dwa tygodnie. Poszliśmy się rozpakować i poszliśmy na spacer po plaży.
-Wiesz co Zayn?-spytałam kiedy siedzieliśmy na plaży.
-Hm?-spytał.
-Kocham cię.-powiedziałam a on na mnie spojrzał.
-Ja też cię kocham, Hana.-powiedział i zaczęliśmy się całować.
-Wiesz co jeszcze?-spytałam.
-Co?-spytał.
-Chcę mieć dziecko.-powiedziałam a Zayn szeroko się uśmiechnął.
-To super.-powiedział i przytulił mnie.
-Pójdziemy już do domu?-spytałam.

-Tak, chodź.-powiedział i poszliśmy do domu. Stanęłam w progu drzwi kuchni i przyglądałam się Zaynowi, który pił sok. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się co odwzajemniłam. Podeszłam do Zayna i  zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęłam go całować co odwzajemnił. Przyparł mnie do blatu i zaczął całować mnie po szyi. Nie odrywając się od siebie poszliśmy do sypialni.

Rozdział 13

Kiedy zeszłam rano do kuchni Mary powiedziała że Zayn wyszedł wcześnie z domu do pracy. Wzięłam sok i poszłam zobaczyć co robi Lucy. Zapukałam a ona powiedziała ze mogę wejść.
-Hana pomóż mi. Co ja mam ubrać?-spytała.
-Nie wiem na pewno nic eleganckiego.-powiedziałam siadając na jej łóżku.
-Czemu niby?-spytała patrząc na mnie.
-Bo nie może wiedzieć że ci zależy.-powiedziałam.
-Masz rację. Jak dobrze że cię mam.-powiedziała.
-No właśnie. Poczekaj wybiorę ci coś.-powiedziałam wstając i podchodząc do szafy z jej ubraniami.-Nie mam lepszy pomysł chodź do mnie w Madrycie kupiłam fajne ciuchy. Chodź wybierzesz coś sobie.-powiedziałam i pociągnęłam ją do siebie.
-Wow, fajny macie pokój.-powiedziała Lucy kiedy weszła.
-Tak, ale teraz chodź.-powiedziałam i pociągnęłam ją do garderoby.
-Jeju ile ty masz tych ciuchów.-powiedziała wchodząc za mną do garderoby.
-Tak większość tych rzeczy jest moja.-powiedziałam.
-Wybierz sobie parę rzeczy a ja ci powiem który ciuch jest najlepszy.-powiedziałam a Lucy zaczęła szukać. Wybrała tylko jedną sukienkę, była bardzo ładna. Piękna, ale nie wyglądała na elegancką. Dziś było ciepło więc to nawet lepiej. Wzięłam jeszcze jedną parę moich litów i poszła się ubrać do siebie. 15 minut później wróciła. Wyglądała super.
-Dobra chodź zrobię ci jeszcze makijaż.-powiedziałam i poszłyśmy do mojej łazienki. Pomalowałam ją tylko trochę chodź bardzo ładnie. Efekt końcowy był cudny. Zeszłyśmy na dół na śniadanie tak wiem o 11 ale co z tego.  Zadzwonił dzwonek więc Mary poszła otworzyć, to był Liam przyszedł się przywitać, ale nie chciał śniadania.
-No weź Liam, zostań chociaż na kawie.-powiedziałam.
-No dobra kawę mogę sobie wypić.-powiedział i usiadł. Mary przyszła i dała mu kawę. Siedzieliśmy i gadaliśmy z jakieś 10 minut, aż przyszła Mary i powiedziała że dzwoni mama Zayna.
-Tak?-spytałam.
-Cześć Hana.-powiedziała.
-Dzień dobry. Coś się stało?-spytałam.
-Nie, nie. Mogłabyś pojechać do fryzjerki i kosmetyczki i omówić jak chcesz wyglądać? Byłabym ci wdzięczna.-powiedziała.
-Jasne nie ma sprawy, a o której?-spytałam.
-O 14.-powiedziała i podała mi adres, pożegnałam się z nią, a później z Lucy i Liamem i poszłam się ubrać. Później wzięłam jakieś auto Zayna i pojechałam tam gdzie kazała mi mama Zayna.
-Dzień dobry.-powiedziałam wchodząc do budynku.
-Dzień dobry.-powiedziała jakaś kobieta wyglądała na 30 lat. Zaprowadziła mnie na kanapę i chciała zrobić kawę ale ja nie chciałam. Podała jakieś katalogi i powiedziała żebym sobie coś wybrała. Jeśli miałabym swoje wymagania mogłabym sobie coś wymyślić i ona by mi to zrobiła. Wybrałam sobie że będę mieć rozpuszczone, lokowane włosy, ale trochę pospinane. Wyglądało to fajnie. Później dała mi jakiś katalog i miałam sobie wybrać makijaż. Wybrałam sobie lekki makijaż, bo nie chciałam mieć żadnej tapety na twarzy. Miałam czas bo szybko się uwinęłam, więc postanowiłam że zrobię sobie paznokcie. Kiedy kosmetyczka skończyła zapłaciłam jej i poszłam do domu. Z tą kobietą umówiłam się że ona przyjedzie do mnie do domu i po sprawie. Kiedy wchodziłam do domu zadzwonił mój telefon. Dzwoniła mama Zayna.
-Hej Hana. Byłaś u Ashley?-spytała.
-Tak byłam.-powiedziałam.
-I co wybrałaś coś sobie?-spytała.
-Tak, wybrałam i nie muszę się martwić.-powiedziałam.
-No to super.-powiedziała.-Chcesz jechać ze mną i z twoją mamą do końca wybrać jedzenie?-spytała.
-Nie, zdam się na pani intuicję i w ogóle.-powiedziałam.
-No dobrze jak chcesz. To do jutra.-powiedziała.
-Tak do jutra. Do widzenia.-powiedziałam i się rozłączyłam. Fajnie że ktoś mi organizuję ślub przynajmniej nie mam czym się przejmować. Kolejne pół dnia siedziałam na kanapie i oglądałam tv. Ciekawe czy Zayn nadal chcę to dziecko po ślubie. Może fajnie byłoby mieć dziecko. Nie nudziłabym się i w ogóle. Powinnam się cieszyć że Zayn chcę dziecko. W końcu biorę ślub więc mam prawo mieć dziecko z mężem. Tylko czy kiedy będziemy mieć dziecko Zayn się mną nie znudzi i nie poszuka sobie jakieś dziwki na boku? Nie mogę być tego pewna. Co jak będzie mnie zdradzał po nocach z jakimiś dziwkami z burdelów? Dobra lepiej nie będę o tym myśleć.-Cześć Hana.-powiedział Zayn i dał mi buziaka w policzek.
-Cześć.-powiedziałam.
-Gdzie Lucy?-spytał.

-Jeszcze jest na mieście z Liamem.-powiedziałam. Zjedliśmy kolację, pooglądaliśmy trochę tv i poszliśmy spać. Jutro będzie bardzo długi dzień.

Rozdział 12

Poszłyśmy z Lucy do ogrodu i usiadłyśmy na trawie patrząc w niebo.
-Coś się stało?-spytałam Lucy.
-Nie, nic się nie stało. Mam do ciebie prośbę.-powiedziała.
-Jaką?-spytałam.
-Mogłabyś dać mi numer Liama?-spytała.
-Niestety nie mam jego numeru.-powiedziałam, a Lucy zrobiła się smutna.-Ale mogę go załatwić.-powiedziałam, a ona od razu uśmiechnęła się w moją stronę.
-Byłabym ci bardzo wdzięczna.-powiedziała.-Opowiedz mi coś o nim.-dodała.
-Zbyt wiele ci nie powiem bo sama nie wiem.-powiedziałam.-Zayn kiedyś mi mówił, że ma własną firmę samochodową, że jest bogaty, miły, sympatyczny, o czym sama się przekonałaś. A co podoba ci się?-spytałam.
-Nawet nie wiesz jak.-powiedziała.
-Jutro jest świetna okazja żebyście się lepiej poznali.-powiedziałam.
-Wiem i mam zamiar wykorzystać szansę. On ma dziewczynę?-spytała.
-Nie, nie ma więc się nie martw.-powiedziałam, a ona się uśmiechnęła.- Dobra chodź do domu bo zimno się zrobiło, a poza tym muszę załatwić numer Liama.-powiedziałam wstając.
-Hana tylko nie mów nic Zaynowi, bo wszystko wygada swojemu kumplowi.-powiedziała.
-Nie martw się nic mu nie powiem.-powiedziałam i weszłyśmy do domu. Lucy poszła na górę do pokoju gościnnego a ja do sypialni. Zayn leżał na łóżku i robił coś na swoim telefonie. Poszłam wziąć prysznic i przebrałam się w piżamę.
-Zayn pożyczysz mi na chwilę telefon?-spytałam kładąc się obok niego na łóżku.
-A co zgubiłaś swój telefon?-spytał.
-Nie, chyba jest w mojej torebce, a ona jest na dole.-powiedziałam.
-No ok to trzymaj.-powiedział i podał mi swój telefon. Weszłam w kontakty i znalazłam numer Liama. Skopiowałam go i wysłałam do Lucy. Później usunęłam tą wiadomość i oddałam telefon Zaynowi.
-Dzięki.-powiedziałam a on pokiwał głową, kładąc telefon na szafkę nocną.
-Po co ci był mój telefon?-spytał Zayn.
-Musiałam coś sprawdzić.-odpowiedziałam.
-A co?-spytał.
-Nie ważne.-powiedziałam.
-No powiedz.-nalegał, a ja pokiwałam przecząco głową. Zayn zawisł nade mną i zaczął mnie łaskotać.
-Zayn zostaw mnie.-mówiłam przez śmiech.
-Jak mi powiesz to cię zostawię.-powiedział, a ja pokiwałam głową że się zgadzam.
-Obiecałam Lucy że ci nie powiem.-powiedziałam.
-No to co powiedz ja nic jej nie powiem.-powiedział.
-No dobra ale Liamowi też nic nie mów.-powiedziałam a on pokiwał głową że rozumie.
-Lucy chciała numer Liama i prosiła mnie żebym nic ci nie mówiła.-powiedziałam.
-A po co jej jego numer?-spytał.
-Nie powiem ci.-powiedziałam, a on już wyciągnął ręce żeby mnie łaskotać.-Dobra powiem.-powiedziałam szybko a Zayn odsunął swoje ręce ode mnie.-Liam bardzo podoba się Lucy. Tylko to wiem, a po co jej jego numer to nie wiem.-powiedziałam.
-Lucy też podoba się Liamowi. Powiedział mi to jak szedł do domu.-powiedział Zayn.

-No to super.-powiedziałam. Gadaliśmy jeszcze chwilę, a później poszliśmy spać.

Rozdział 11

Unikałam swojej matki jak ognia. Teraz razem z Zaynem jadę na lotnisko po Lucy. Zayn chciał jechać ze mną, ja nie chciałam się kłócić więc się zgodziłam.
-Cześć Lucy.-powiedziałam, przytulając ją do siebie.
-Cześć.-odpowiedziała uśmiechnięta. Przywitała się z Zaynem, a chwilę później jechaliśmy już do domu. Lucy się ogarnęła i zeszła do mnie i do Zayna na dół. Siedzieliśmy i oglądaliśmy tv. W pewnym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi więc Mary poszła otworzyć. Przyszedł Liam. Przywitaliśmy się z nim i przedstawiliśmy mu Lucy. Oni poszli do gabinetu Zayna a my siedziałyśmy w salonie. Moja matka pojechała do rodziców Zayna i ma tam być przez jakieś 2 dni żeby wszystko było idealne na naszym ślubie. Dla nnie to dobrze przynajmniej nie będę jej musiała oglądać. Chwilę pogadałyśmy i postanowiłyśmy jechać na zakupy.
-Masz w ogóle sukienkę?-spytała Lucy kiedy byłyśmy w galerii handlowej.
-Tak, niedawno byłam z mamą Zayna na zakupach i kupiłam sobie sukienkę.-powiedziałam. Po godzinie zakupów poszłyśmy z Lucy na kawę. Opowiedziałam jej o tym co zrobili moi rodzice. Była w szoku i nie dziwiła mi się dlaczego się tak zachowuję. Pochodziłyśmy jeszcze jakąś godzinę i wróciłyśmy do domu na kolację obładowane siatkami.
-Liam?-spytałam go kiedy jedliśmy kolację.
-Tak?-spytał.
-Mógłbyś zabrać Lucy jutro Lucy na wycieczkę po Londynie? Byłabym ci wdzięczna. Sama bym to zrobiła, ale nie mam zbytnio czasu. Oczywiście jeśli masz czas.-powiedziałam.
-Ok nie ma sprawy.-powiedział i uśmiechnął się w stronę Lucy.


-Może jutro o 12 po ciebie przyjadę?-spytał Liam Lucy na co ona pokiwała głową że się zgadza. Po kolacji poszliśmy do salonu pooglądać tv. Niestety Liam musiał się już zbierać. Zayn poszedł go odprowadzić a Lucy chciała żebym poszła z nią do ogrodu, bo chcę ze mną pogadać.