sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 9

Obudziłam się przez jakieś zapachy. Otworzyłam oczy a przede mną siedział Zayn.
-Co tak ładnie pachnie?-spytałam zaspanym głosem i usiadłam na łóżku.
-Śniadanie.-odpowiedział.
-Która jest godzina?-spytałam.
-Coś po 9.-odpowiedział i podał mi talerz z jakąś sałatką.
-Dzięki. Sam to zrobiłeś?-spytałam jedząc tą sałatkę.
-Nie święty Mikołaj.-powiedział a ja się zaśmiałam.
-To może codziennie będziesz mi robił takie śniadania?-spytałam.
-Jak sobie zasłużysz.-powiedział a ja się uśmiechnęłam.
-Dobra idę się ogarnąć i muszę się spakować.-powiedziałam kiedy skończyłam jeść i wstałam. Zayn poszedł posprzątać a ja wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy i je uczesałam. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam czerwoną sukienkę, która miała dłuższy tył, czarne buty, czarną marynarkę, czarną kopertówkę. Wyprostowałam sobie włosy i założyłam jakiś naszyjnik, który leżał najbliżej i byłam gotowa. Wyszłam z łazienki a Zayn siedział na łóżku, było coś po 11.
-Idziemy?-spytałam.
-Tak, chodźmy.-powiedział wstając z łóżka, wziął mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Jechaliśmy jakieś 20 minut. Dom nie był zły, ale nasz i tak był ładniejszy. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do drzwi. Zayn zadzwonił dzwonkiem i czekaliśmy aż ktoś nam je otworzy. Otworzyła jakąś kobieta wyglądała na 30 lat.
-Dzień dobry, proszę.-powiedziała i wpuściła nas do domu.-Proszę.-powiedziała kiedy zaprosiła nas do salonu gdzie siedziała ta baba i chyba jej mąż.
-Dzień dobry.-powiedział Zayn a ja się sztucznie uśmiechnęłam.
-Cześć Zayn, a to jest twoja narzeczona tak?-spytał go ten facet.
-Tak to jest Hana, a to pan Jay i jego żona Monic.-przedstawił nas sobie, oni uśmiechnęli się do mnie a ja do nich.
-Zapraszamy do jadalni obiad na pewno jest już gotowy.-odezwała się ta baba i zaprowadziła nas do jadalni. Ten Jay usiadł na swoim miejscu jego żona obok niego, Zayn z drugiej strony a ja obok niego.
-Więc za 4 dni bierzecie ślub tak?-spytała ta kobieta kiedy jedliśmy obiad. Znaczy ja tylko trochę zjadłam a później bawiłam się tym jedzeniem.
-Tak za 4 dni.-powiedziałam. Później Zayn z tym Jayem gadali o czymś tam nawet nie wiem o czym o jakieś firmie czy o czymś.
-Nie smakuje ci Hana?-spytała ta kobieta.
-Nie jest bardzo dobre tylko nie jestem zbyt głodna.-odpowiedziałam i odłożyłam widelec.
-To może zjemy deser?-spytała po chwili, ja wzruszyłam rękami bo nie wiedziała czym będzie ten deser. Może jakieś ropuchy? Po chwili ta sama kobieta która otworzyła nam drzwi przyniosła deser. Był to sernik. Jak ja go uwielbiam, po chwili przyniosła jeszcze kawę i n talerzu inne kawałki ciast. Chwilę później ja już jadłam swoje ciasto.
-Ale deser chyba ci smakuje prawda?-spytała śmiejąc się.
-Tak bardzo.-powiedziałam kończąc jeść.
-Kiedy wracacie do Londynu?-spytał ten Jay.
-Dziś mamy samolot.-odpowiedział Zayn. Niby ta baba miała męża ale co jakiś czas patrzyła na Zayna i na mnie też. Przysunęłam krzesło do krzesła Zayna i oparłam głowę o jego ramię.
-My będziemy się już zbierać.-powiedział Zayn wstając a ja razem z nim.
-Zostańcie jeszcze trochę.-powiedziała kobieta podchodząc do swojego męża.
-Bardzo chętnie, ale nie możemy. Musimy się jeszcze spakować.-powiedziałam miłym głosem, a tak naprawdę cieszyłam się że już idziemy.
-No dobrze nie będziemy was zatrzymywać. Miłej podróży do zobaczenia na ślubie.-powiedział ten cały Jay.
-Tak dziękuje za zaproszenie.-powiedziałam. Po chwili pożegnaliśmy się z nimi  i jechaliśmy do domu spakować się.
-Nie wierzę, to babsko będzie na naszym ślubie?-spytałam kończąc pakowanie się.
-Tak będzie, ale nie martw się będzie z mężem.-powiedział.
-Oni w ogóle mają jakieś dzieci?-spytałam.
-Nie nie mają, chyba ona nigdy nie chciała, mówiła że nie chcę zniszczyć sobie figury i dzieci nie są jej potrzebne do szczęścia.
-A jej mąż?-spytałam.

-On chciał mieć dzieci, ale jego żona nie więc tak oto nie mają dzieci. Ona nie żałuję tej decyzji, ale on chyba tak. Rzadko kiedy w ich towarzystwie mówi się o dzieciach.-powiedział a ja pokiwałam głową. Chwilę później musieliśmy już jechać na lotnisko. Zayn oddał samochód, a jakieś pół godziny później byliśmy w samolocie do Londynu. Parę godzin później byliśmy w Londynie. Na parkingu był samochód Zayna, który zostawił go to gdy wyjeżdżaliśmy. Zayn spakował nasze walizki i pojechaliśmy do domu. Mary otworzyłam nam drzwi chciałam chwilę odpocząć bo byłam zmęczona. Jednak ktoś musiał pokrzyżować moje plany. Mój dobry humor prysł jak bańka mydlana. 

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna