Rozdział 9
Obudziłam
się przez jakieś zapachy. Otworzyłam oczy a przede mną siedział Zayn.
-Co tak
ładnie pachnie?-spytałam zaspanym głosem i usiadłam na łóżku.
-Śniadanie.-odpowiedział.
-Która
jest godzina?-spytałam.
-Coś po
9.-odpowiedział i podał mi talerz z jakąś sałatką.
-Dzięki.
Sam to zrobiłeś?-spytałam jedząc tą sałatkę.
-Nie
święty Mikołaj.-powiedział a ja się zaśmiałam.
-To może
codziennie będziesz mi robił takie śniadania?-spytałam.
-Jak
sobie zasłużysz.-powiedział a ja się uśmiechnęłam.
-Dobra
idę się ogarnąć i muszę się spakować.-powiedziałam kiedy skończyłam jeść i
wstałam. Zayn poszedł posprzątać a ja wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy i je
uczesałam. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam czerwoną sukienkę, która miała
dłuższy tył, czarne buty, czarną marynarkę, czarną kopertówkę. Wyprostowałam
sobie włosy i założyłam jakiś naszyjnik, który leżał najbliżej i byłam gotowa.
Wyszłam z łazienki a Zayn siedział na łóżku, było coś po 11.
-Idziemy?-spytałam.
-Tak,
chodźmy.-powiedział wstając z łóżka, wziął mnie za rękę i wyszliśmy z domu.
Jechaliśmy jakieś 20 minut. Dom nie był zły, ale nasz i tak był ładniejszy.
Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do drzwi. Zayn zadzwonił dzwonkiem i
czekaliśmy aż ktoś nam je otworzy. Otworzyła jakąś kobieta wyglądała na 30 lat.
-Dzień
dobry, proszę.-powiedziała i wpuściła nas do domu.-Proszę.-powiedziała kiedy
zaprosiła nas do salonu gdzie siedziała ta baba i chyba jej mąż.
-Dzień
dobry.-powiedział Zayn a ja się sztucznie uśmiechnęłam.
-Cześć
Zayn, a to jest twoja narzeczona tak?-spytał go ten facet.
-Tak to
jest Hana, a to pan Jay i jego żona Monic.-przedstawił nas sobie, oni
uśmiechnęli się do mnie a ja do nich.
-Zapraszamy
do jadalni obiad na pewno jest już gotowy.-odezwała się ta baba i zaprowadziła
nas do jadalni. Ten Jay usiadł na swoim miejscu jego żona obok niego, Zayn z
drugiej strony a ja obok niego.
-Więc za
4 dni bierzecie ślub tak?-spytała ta kobieta kiedy jedliśmy obiad. Znaczy ja
tylko trochę zjadłam a później bawiłam się tym jedzeniem.
-Tak za
4 dni.-powiedziałam. Później Zayn z tym Jayem gadali o czymś tam nawet nie wiem
o czym o jakieś firmie czy o czymś.
-Nie
smakuje ci Hana?-spytała ta kobieta.
-Nie
jest bardzo dobre tylko nie jestem zbyt głodna.-odpowiedziałam i odłożyłam widelec.
-To może
zjemy deser?-spytała po chwili, ja wzruszyłam rękami bo nie wiedziała czym
będzie ten deser. Może jakieś ropuchy? Po chwili ta sama kobieta która
otworzyła nam drzwi przyniosła deser. Był to sernik. Jak ja go uwielbiam, po
chwili przyniosła jeszcze kawę i n talerzu inne kawałki ciast. Chwilę później
ja już jadłam swoje ciasto.
-Ale
deser chyba ci smakuje prawda?-spytała śmiejąc się.
-Tak
bardzo.-powiedziałam kończąc jeść.
-Kiedy
wracacie do Londynu?-spytał ten Jay.
-Dziś mamy
samolot.-odpowiedział Zayn. Niby ta baba miała męża ale co jakiś czas patrzyła
na Zayna i na mnie też. Przysunęłam krzesło do krzesła Zayna i oparłam głowę o
jego ramię.
-My będziemy
się już zbierać.-powiedział Zayn wstając a ja razem z nim.
-Zostańcie
jeszcze trochę.-powiedziała kobieta podchodząc do swojego męża.
-Bardzo
chętnie, ale nie możemy. Musimy się jeszcze spakować.-powiedziałam miłym
głosem, a tak naprawdę cieszyłam się że już idziemy.
-No
dobrze nie będziemy was zatrzymywać. Miłej podróży do zobaczenia na ślubie.-powiedział
ten cały Jay.
-Tak
dziękuje za zaproszenie.-powiedziałam. Po chwili pożegnaliśmy się z nimi i jechaliśmy do domu spakować się.
-Nie
wierzę, to babsko będzie na naszym ślubie?-spytałam kończąc pakowanie się.
-Tak będzie,
ale nie martw się będzie z mężem.-powiedział.
-Oni w
ogóle mają jakieś dzieci?-spytałam.
-Nie nie
mają, chyba ona nigdy nie chciała, mówiła że nie chcę zniszczyć sobie figury i
dzieci nie są jej potrzebne do szczęścia.
-A jej
mąż?-spytałam.
-On
chciał mieć dzieci, ale jego żona nie więc tak oto nie mają dzieci. Ona nie
żałuję tej decyzji, ale on chyba tak. Rzadko kiedy w ich towarzystwie mówi się o
dzieciach.-powiedział a ja pokiwałam głową. Chwilę później musieliśmy już
jechać na lotnisko. Zayn oddał samochód, a jakieś pół godziny później byliśmy w
samolocie do Londynu. Parę godzin później byliśmy w Londynie. Na parkingu był
samochód Zayna, który zostawił go to gdy wyjeżdżaliśmy. Zayn spakował nasze
walizki i pojechaliśmy do domu. Mary otworzyłam nam drzwi chciałam chwilę
odpocząć bo byłam zmęczona. Jednak ktoś musiał pokrzyżować moje plany. Mój
dobry humor prysł jak bańka mydlana.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna