Rozdział 10
W
salonie siedziała sobie moja matka. Rzuciłam torebkę na ziemię i zaczęłam na
nią krzyczeć.
-Czego
tu szukasz?-spytałam.
-Cześć
córciu, przyjechałam do ciebie, przecież za 4 dni bierzesz ślub.-chciała mnie
przytulić ale się odsunęłam.
-Nikt
cię nie zapraszał, nie jesteś tu zbytnio potrzebna więc możesz wracać do
swojego domu.-powiedziałam.
-Dlaczego
taka dla mnie jesteś?-spytała.
-Ty
dobrze wiesz czemu. Bierz swoje rzeczy i wyjdź stąd bo nie masz tu czego
szukasz. Nikt cię tu nie zapraszał.-powiedziałam.
-Czemu
tak krzyczysz Hana?-spytał Zayn podchodząc do mnie. Kiedy weszliśmy on od razu poszedł
zanieść na górę nasze walizki.-O dzień dobry pani.-powiedział po chwili.
-Cześć
Zayn.-powiedziała moja matka jak gdyby nigdy nic.-Jak się masz?-spytała.
-Czy ty
nie masz wstydu?-powiedziałam kiedy Zayn chciał się odezwać.
-Hana
nie mów tak do swojej matki.-powiedział Zayn a ja myślałam że go zaraz walnę.
-Ta pani
nie jest moją matką!-krzyknęłam i poszłam na górę. Co za beszczelna baba. A
miało być tak miło. Pół godziny później przyszła Mary.
-Proszę.-powiedziałam
kiedy zapukała.-Coś się stało?-spytałam siadając na łóżku.
-Nie,
przyszłam żeby ci powiedzieć że kolacja jest gotowa więc chodź.-powiedziała
kobieta.
-Nie
dziękuje, nie będę siedziała przy jednym stole z tą kobietą.-powiedziałam.
-Nie
przejmuj się, zostanie tu tylko parę dniu, później wyjedzie.-powiedziała.
-Dobra
pójdę ale zjem z tobą-powiedziała.
-No
dobrze, skoro chcesz.-powiedziała, a ja wstałam i razem poszłyśmy do kuchni.
Zjadłyśmy kolację w miłej atmosferze. Pomimo tego że jadłyśmy w kuchni, czułam się
lepiej niż jadłam ze swoimi rodzicami w domu. Byłyśmy normalne, a nie takie
poważne i w ogóle. Po chwili Mary zaczęła sprzątać.
-Mogłabyś
zrobić mi popcorn?-spytałam po chwili.
-Tak
zaczekaj chwilę.-powiedziała, ja wstałam i nalałam sobie do szklanki soku.
Chwilę poczekałam i popcorn był gotowy. Wzięłam miskę i szklankę i poszłam do
salonu z którego słychać było ciche śmiechy. Ale z niej hipokrytka. Usidłam na
drugiej kanapie nie zwracając na nich najmniejszej uwagi i włączyłam tv.
Wygodnie usiadłam i zaczęłam jeść popcorn. 15 minut później zaczął dzwonić mój
telefon. Dzwoniła Lucy więc odebrałam. Wyłączyłam tv żeby mi nie przeszkadzał,
to znaczy nie przeszkadzał mi ale chciałam zrobić im na złość. Zayn mógł zjeść
ze mną kolację, a nie z nią.
-No hej
co tam?-spytałam i położyłam się na kanapie.
-Hej
Hana, u mnie dobrze a u ciebie?-spytała.
-Szkoda
gadać, a jak tam twoja mama?-spytałam.
-Już
dobrze wyzdrowiała.-powiedziała.
-To
fajnie, pozdrów ją i powiedz żeby przyjechała z tobą.-powiedziałam.
-Skoro
chcesz, na pewno się ucieszy.-powiedziała.
-No i
właśnie o to chodzi.
-Jak
było w Madrycie?-spytała.
-Było
parę kłopotów a tak to fajnie.-powiedziałam.-A kiedy przyjedziesz?-spytałam.
-Twój
ślub jest za 4 dni więc przyjadę może jutro?-spytała.
-No to
super zadzwoń do mnie o której będziesz to po ciebie przyjadę.-powiedziałam.
-Ok no
to idę się pakować.-powiedziała.
-Ok to
ci nie przeszkadzam do jutra.-powiedziałam i rozłączyłam się. Położyłam telefon
na stół i znów włączyłam tv.
-Czemu
jesteś dla swojej matki taka nie miła?-spytał Zayn, po czym podniósł moją
głowę, usiadł na kanapie i położył moją głowę na swoje kolana.
-Co
koleżanka już poszła?-spytałam.
-Tak
poszła, bo była zmęczona.-powiedział.
-I to
nie jest moja matka.-powiedziałam.
-Nie
bądź dla niej taka.-wymruczał mi do ucha.
-Na
ciebie też jestem zła.-powiedziałam.
-A czemu
niby?-zapytał.
-Bo
wolałeś jeść z nią niż ze mną, skoro tak dobrze się dogadujecie to niech tu
zamieszka, albo ten ślub weź sobie z nią jak dla mnie to brzmi
dobrze.-powiedziałam.
-Weź się
nie obrażaj, to nasz gość więc trzeba go dobrze przyjąć. Miałem ją zostawić
samą, to chyba nie byłoby miłe.-powiedział.
-Dobrze
by jej było, nie zasłużyła na takie traktowanie.-powiedziałam.-Niech pojedzie
do hotelu albo najlepiej do Nowego Yorku. Wszyscy byliby
szczęśliwi.-powiedziałam.
-Odpuść
jej. Zostanie tu tylko kilka dni a później wyjedzie.-powiedział.-Bądź dla niej
miła zrób to dla mnie.-powiedział.
-Dobra zastanowię
się, a tak w ogóle jutro przyjeżdża Lucy.-powiedziałam.
-No to
fajnie.-powiedział.
-Dobra
chodź już późno musimy iść spać.-powiedziałam i poszliśmy na górę.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna