sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 10

W salonie siedziała sobie moja matka. Rzuciłam torebkę na ziemię i zaczęłam na nią krzyczeć.
-Czego tu szukasz?-spytałam.
-Cześć córciu, przyjechałam do ciebie, przecież za 4 dni bierzesz ślub.-chciała mnie przytulić ale się odsunęłam.
-Nikt cię nie zapraszał, nie jesteś tu zbytnio potrzebna więc możesz wracać do swojego domu.-powiedziałam.
-Dlaczego taka dla mnie jesteś?-spytała.
-Ty dobrze wiesz czemu. Bierz swoje rzeczy i wyjdź stąd bo nie masz tu czego szukasz. Nikt cię tu nie zapraszał.-powiedziałam.
-Czemu tak krzyczysz Hana?-spytał Zayn podchodząc do mnie. Kiedy weszliśmy on od razu poszedł zanieść na górę nasze walizki.-O dzień dobry pani.-powiedział po chwili.
-Cześć Zayn.-powiedziała moja matka jak gdyby nigdy nic.-Jak się masz?-spytała.
-Czy ty nie masz wstydu?-powiedziałam kiedy Zayn chciał się odezwać.
-Hana nie mów tak do swojej matki.-powiedział Zayn a ja myślałam że go zaraz walnę.
-Ta pani nie jest moją matką!-krzyknęłam i poszłam na górę. Co za beszczelna baba. A miało być tak miło. Pół godziny później przyszła Mary.
-Proszę.-powiedziałam kiedy zapukała.-Coś się stało?-spytałam siadając na łóżku.
-Nie, przyszłam żeby ci powiedzieć że kolacja jest gotowa więc chodź.-powiedziała kobieta.
-Nie dziękuje, nie będę siedziała przy jednym stole z tą kobietą.-powiedziałam.
-Nie przejmuj się, zostanie tu tylko parę dniu, później wyjedzie.-powiedziała.
-Dobra pójdę ale zjem z tobą-powiedziała.
-No dobrze, skoro chcesz.-powiedziała, a ja wstałam i razem poszłyśmy do kuchni. Zjadłyśmy kolację w miłej atmosferze. Pomimo tego że jadłyśmy w kuchni, czułam się lepiej niż jadłam ze swoimi rodzicami w domu. Byłyśmy normalne, a nie takie poważne i w ogóle. Po chwili Mary zaczęła sprzątać.
-Mogłabyś zrobić mi popcorn?-spytałam po chwili.
-Tak zaczekaj chwilę.-powiedziała, ja wstałam i nalałam sobie do szklanki soku. Chwilę poczekałam i popcorn był gotowy. Wzięłam miskę i szklankę i poszłam do salonu z którego słychać było ciche śmiechy. Ale z niej hipokrytka. Usidłam na drugiej kanapie nie zwracając na nich najmniejszej uwagi i włączyłam tv. Wygodnie usiadłam i zaczęłam jeść popcorn. 15 minut później zaczął dzwonić mój telefon. Dzwoniła Lucy więc odebrałam. Wyłączyłam tv żeby mi nie przeszkadzał, to znaczy nie przeszkadzał mi ale chciałam zrobić im na złość. Zayn mógł zjeść ze mną kolację, a nie z nią.
-No hej co tam?-spytałam i położyłam się na kanapie.
-Hej Hana, u mnie dobrze a u ciebie?-spytała.
-Szkoda gadać, a jak tam twoja mama?-spytałam.
-Już dobrze wyzdrowiała.-powiedziała.
-To fajnie, pozdrów ją i powiedz żeby przyjechała z tobą.-powiedziałam.
-Skoro chcesz, na pewno się ucieszy.-powiedziała.
-No i właśnie o to chodzi.
-Jak było w Madrycie?-spytała.
-Było parę kłopotów a tak to fajnie.-powiedziałam.-A kiedy przyjedziesz?-spytałam.
-Twój ślub jest za 4 dni więc przyjadę może jutro?-spytała.
-No to super zadzwoń do mnie o której będziesz to po ciebie przyjadę.-powiedziałam.
-Ok no to idę się pakować.-powiedziała.
-Ok to ci nie przeszkadzam do jutra.-powiedziałam i rozłączyłam się. Położyłam telefon na stół i znów włączyłam tv.
-Czemu jesteś dla swojej matki taka nie miła?-spytał Zayn, po czym podniósł moją głowę, usiadł na kanapie i położył moją głowę na swoje kolana.
-Co koleżanka już poszła?-spytałam.
-Tak poszła, bo była zmęczona.-powiedział.
-I to nie jest moja matka.-powiedziałam.
-Nie bądź dla niej taka.-wymruczał mi do ucha.
-Na ciebie też jestem zła.-powiedziałam.
-A czemu niby?-zapytał.
-Bo wolałeś jeść z nią niż ze mną, skoro tak dobrze się dogadujecie to niech tu zamieszka, albo ten ślub weź sobie z nią jak dla mnie to brzmi dobrze.-powiedziałam.
-Weź się nie obrażaj, to nasz gość więc trzeba go dobrze przyjąć. Miałem ją zostawić samą, to chyba nie byłoby miłe.-powiedział.
-Dobrze by jej było, nie zasłużyła na takie traktowanie.-powiedziałam.-Niech pojedzie do hotelu albo najlepiej do Nowego Yorku. Wszyscy byliby szczęśliwi.-powiedziałam.
-Odpuść jej. Zostanie tu tylko kilka dni a później wyjedzie.-powiedział.-Bądź dla niej miła zrób to dla mnie.-powiedział.
-Dobra zastanowię się, a tak w ogóle jutro przyjeżdża Lucy.-powiedziałam.
-No to fajnie.-powiedział.

-Dobra chodź już późno musimy iść spać.-powiedziałam i poszliśmy na górę.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna