niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 14

Rano obudziła mnie Mary i powiedziała że muszę wstać bo za pół godziny przyjedzie ta Ashley. Wstałam z łóżka poszłam wziąć prysznic i ubrałam się w luźne ciuchy. Poszłam zjeść śniadanie i kiedy skończyłam przyszła Ashley.
-Cześć Hana.-powiedziała.
-Dzień dobry.-powiedziałam. Zaczęła mnie czesać a w między czasie przyszła Lucy. Opowiedziała mi jak było. Najpierw trochę pozwiedzali Londyn, później poszli do kina, później na kolację i wróciła w nocy bo byli po kolacji na spacerze w parku. Jeszcze tylko ta Ashley kończyła mnie malować, a później poprosiłam żeby uczesała i umalowała Lucy, więc się zgodziła. Ten ślub miał być u nas w ogrodzie. Wszystko było białe, krzesła były poustawiane, mama Zayna i moja chodziły i wszystko i wszystkich ustawiała żeby wszystko było doskonałe. Mi się chciało śmiać, bo widok był naprawdę zabawny. Właśnie skończyłam ubierać swoją suknię, była piękna. Cieszyłam się, że sama ją wybrałam. Lucy też wyglądała super. Zeszłam na dół i przez przypadek wpadłam na jakiegoś kelnera, bo byłam tak zamyślona.
-Przepraszam.-powiedział.
-Steve?-spytałam.
-Hana?-zapytał i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Nie wiedziałem że wychodzisz za mąż i to akurat dziś.-powiedział.
-No tak wyszło.-powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Przepraszam muszę już iść.-powiedziałam, pożegnaliśmy się i poszłam w stronę wyjścia do ogrodu. Najgorsze było to, że mój stary musiał mnie poprowadzić do ołtarza. Przecież mogłabym iść sama, ale nie chciałam się dziś z nimi kłócić. Dziś będę dla nich miła, bo nie chcę zrobić sobie wstydu na własnym ślubie. Chcę żeby ten dzień był spokojny. Teraz stoję z Zaynem i patrzę jak niektórzy się dobrze bawią.
-Chodź zatańczymy.-powiedział Zayn i poszliśmy tańczyć. W ogóle wszyscy co chwile nam gratulowali a ja miałam dość. Mało rozmawiałam z rodzicami a jak już miałam to tylko z przymusu, bo większość ludzi na nas patrzyła. Teraz siedzę i jem sobie ciasto, które jest pyszne, jem już chyba 4 albo 5 kawałek, no ale co nie mam co robić. Większości ludzi stąd nie znam. W między czasie fotograf zrobiłam nam super zdjęcia w ogrodzie. Czasem widziałam Steve, ale nie podszedł do mnie w ogóle i nie pogadał. Był w pracy ale od razu ludzie by nie umarli jakby nie dał im wina, szampana czy czegoś tam. Było coś po 19, a my musieliśmy iść bo mieliśmy samolot. Poszłam się przebrać w krótszą sukienkę. Pożegnaliśmy się z gośćmi i pojechaliśmy na lotnisko. Pół godziny później byliśmy już w samolocie. Byłam zmęczona więc poszłam spać. Obudził mnie Zayn i powiedział że już jesteśmy. Tak jak uzgodniliśmy pojechaliśmy do Hiszpanii na dwa tygodnie. Poszliśmy się rozpakować i poszliśmy na spacer po plaży.
-Wiesz co Zayn?-spytałam kiedy siedzieliśmy na plaży.
-Hm?-spytał.
-Kocham cię.-powiedziałam a on na mnie spojrzał.
-Ja też cię kocham, Hana.-powiedział i zaczęliśmy się całować.
-Wiesz co jeszcze?-spytałam.
-Co?-spytał.
-Chcę mieć dziecko.-powiedziałam a Zayn szeroko się uśmiechnął.
-To super.-powiedział i przytulił mnie.
-Pójdziemy już do domu?-spytałam.

-Tak, chodź.-powiedział i poszliśmy do domu. Stanęłam w progu drzwi kuchni i przyglądałam się Zaynowi, który pił sok. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się co odwzajemniłam. Podeszłam do Zayna i  zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęłam go całować co odwzajemnił. Przyparł mnie do blatu i zaczął całować mnie po szyi. Nie odrywając się od siebie poszliśmy do sypialni.

Rozdział 13

Kiedy zeszłam rano do kuchni Mary powiedziała że Zayn wyszedł wcześnie z domu do pracy. Wzięłam sok i poszłam zobaczyć co robi Lucy. Zapukałam a ona powiedziała ze mogę wejść.
-Hana pomóż mi. Co ja mam ubrać?-spytała.
-Nie wiem na pewno nic eleganckiego.-powiedziałam siadając na jej łóżku.
-Czemu niby?-spytała patrząc na mnie.
-Bo nie może wiedzieć że ci zależy.-powiedziałam.
-Masz rację. Jak dobrze że cię mam.-powiedziała.
-No właśnie. Poczekaj wybiorę ci coś.-powiedziałam wstając i podchodząc do szafy z jej ubraniami.-Nie mam lepszy pomysł chodź do mnie w Madrycie kupiłam fajne ciuchy. Chodź wybierzesz coś sobie.-powiedziałam i pociągnęłam ją do siebie.
-Wow, fajny macie pokój.-powiedziała Lucy kiedy weszła.
-Tak, ale teraz chodź.-powiedziałam i pociągnęłam ją do garderoby.
-Jeju ile ty masz tych ciuchów.-powiedziała wchodząc za mną do garderoby.
-Tak większość tych rzeczy jest moja.-powiedziałam.
-Wybierz sobie parę rzeczy a ja ci powiem który ciuch jest najlepszy.-powiedziałam a Lucy zaczęła szukać. Wybrała tylko jedną sukienkę, była bardzo ładna. Piękna, ale nie wyglądała na elegancką. Dziś było ciepło więc to nawet lepiej. Wzięłam jeszcze jedną parę moich litów i poszła się ubrać do siebie. 15 minut później wróciła. Wyglądała super.
-Dobra chodź zrobię ci jeszcze makijaż.-powiedziałam i poszłyśmy do mojej łazienki. Pomalowałam ją tylko trochę chodź bardzo ładnie. Efekt końcowy był cudny. Zeszłyśmy na dół na śniadanie tak wiem o 11 ale co z tego.  Zadzwonił dzwonek więc Mary poszła otworzyć, to był Liam przyszedł się przywitać, ale nie chciał śniadania.
-No weź Liam, zostań chociaż na kawie.-powiedziałam.
-No dobra kawę mogę sobie wypić.-powiedział i usiadł. Mary przyszła i dała mu kawę. Siedzieliśmy i gadaliśmy z jakieś 10 minut, aż przyszła Mary i powiedziała że dzwoni mama Zayna.
-Tak?-spytałam.
-Cześć Hana.-powiedziała.
-Dzień dobry. Coś się stało?-spytałam.
-Nie, nie. Mogłabyś pojechać do fryzjerki i kosmetyczki i omówić jak chcesz wyglądać? Byłabym ci wdzięczna.-powiedziała.
-Jasne nie ma sprawy, a o której?-spytałam.
-O 14.-powiedziała i podała mi adres, pożegnałam się z nią, a później z Lucy i Liamem i poszłam się ubrać. Później wzięłam jakieś auto Zayna i pojechałam tam gdzie kazała mi mama Zayna.
-Dzień dobry.-powiedziałam wchodząc do budynku.
-Dzień dobry.-powiedziała jakaś kobieta wyglądała na 30 lat. Zaprowadziła mnie na kanapę i chciała zrobić kawę ale ja nie chciałam. Podała jakieś katalogi i powiedziała żebym sobie coś wybrała. Jeśli miałabym swoje wymagania mogłabym sobie coś wymyślić i ona by mi to zrobiła. Wybrałam sobie że będę mieć rozpuszczone, lokowane włosy, ale trochę pospinane. Wyglądało to fajnie. Później dała mi jakiś katalog i miałam sobie wybrać makijaż. Wybrałam sobie lekki makijaż, bo nie chciałam mieć żadnej tapety na twarzy. Miałam czas bo szybko się uwinęłam, więc postanowiłam że zrobię sobie paznokcie. Kiedy kosmetyczka skończyła zapłaciłam jej i poszłam do domu. Z tą kobietą umówiłam się że ona przyjedzie do mnie do domu i po sprawie. Kiedy wchodziłam do domu zadzwonił mój telefon. Dzwoniła mama Zayna.
-Hej Hana. Byłaś u Ashley?-spytała.
-Tak byłam.-powiedziałam.
-I co wybrałaś coś sobie?-spytała.
-Tak, wybrałam i nie muszę się martwić.-powiedziałam.
-No to super.-powiedziała.-Chcesz jechać ze mną i z twoją mamą do końca wybrać jedzenie?-spytała.
-Nie, zdam się na pani intuicję i w ogóle.-powiedziałam.
-No dobrze jak chcesz. To do jutra.-powiedziała.
-Tak do jutra. Do widzenia.-powiedziałam i się rozłączyłam. Fajnie że ktoś mi organizuję ślub przynajmniej nie mam czym się przejmować. Kolejne pół dnia siedziałam na kanapie i oglądałam tv. Ciekawe czy Zayn nadal chcę to dziecko po ślubie. Może fajnie byłoby mieć dziecko. Nie nudziłabym się i w ogóle. Powinnam się cieszyć że Zayn chcę dziecko. W końcu biorę ślub więc mam prawo mieć dziecko z mężem. Tylko czy kiedy będziemy mieć dziecko Zayn się mną nie znudzi i nie poszuka sobie jakieś dziwki na boku? Nie mogę być tego pewna. Co jak będzie mnie zdradzał po nocach z jakimiś dziwkami z burdelów? Dobra lepiej nie będę o tym myśleć.-Cześć Hana.-powiedział Zayn i dał mi buziaka w policzek.
-Cześć.-powiedziałam.
-Gdzie Lucy?-spytał.

-Jeszcze jest na mieście z Liamem.-powiedziałam. Zjedliśmy kolację, pooglądaliśmy trochę tv i poszliśmy spać. Jutro będzie bardzo długi dzień.

Rozdział 12

Poszłyśmy z Lucy do ogrodu i usiadłyśmy na trawie patrząc w niebo.
-Coś się stało?-spytałam Lucy.
-Nie, nic się nie stało. Mam do ciebie prośbę.-powiedziała.
-Jaką?-spytałam.
-Mogłabyś dać mi numer Liama?-spytała.
-Niestety nie mam jego numeru.-powiedziałam, a Lucy zrobiła się smutna.-Ale mogę go załatwić.-powiedziałam, a ona od razu uśmiechnęła się w moją stronę.
-Byłabym ci bardzo wdzięczna.-powiedziała.-Opowiedz mi coś o nim.-dodała.
-Zbyt wiele ci nie powiem bo sama nie wiem.-powiedziałam.-Zayn kiedyś mi mówił, że ma własną firmę samochodową, że jest bogaty, miły, sympatyczny, o czym sama się przekonałaś. A co podoba ci się?-spytałam.
-Nawet nie wiesz jak.-powiedziała.
-Jutro jest świetna okazja żebyście się lepiej poznali.-powiedziałam.
-Wiem i mam zamiar wykorzystać szansę. On ma dziewczynę?-spytała.
-Nie, nie ma więc się nie martw.-powiedziałam, a ona się uśmiechnęła.- Dobra chodź do domu bo zimno się zrobiło, a poza tym muszę załatwić numer Liama.-powiedziałam wstając.
-Hana tylko nie mów nic Zaynowi, bo wszystko wygada swojemu kumplowi.-powiedziała.
-Nie martw się nic mu nie powiem.-powiedziałam i weszłyśmy do domu. Lucy poszła na górę do pokoju gościnnego a ja do sypialni. Zayn leżał na łóżku i robił coś na swoim telefonie. Poszłam wziąć prysznic i przebrałam się w piżamę.
-Zayn pożyczysz mi na chwilę telefon?-spytałam kładąc się obok niego na łóżku.
-A co zgubiłaś swój telefon?-spytał.
-Nie, chyba jest w mojej torebce, a ona jest na dole.-powiedziałam.
-No ok to trzymaj.-powiedział i podał mi swój telefon. Weszłam w kontakty i znalazłam numer Liama. Skopiowałam go i wysłałam do Lucy. Później usunęłam tą wiadomość i oddałam telefon Zaynowi.
-Dzięki.-powiedziałam a on pokiwał głową, kładąc telefon na szafkę nocną.
-Po co ci był mój telefon?-spytał Zayn.
-Musiałam coś sprawdzić.-odpowiedziałam.
-A co?-spytał.
-Nie ważne.-powiedziałam.
-No powiedz.-nalegał, a ja pokiwałam przecząco głową. Zayn zawisł nade mną i zaczął mnie łaskotać.
-Zayn zostaw mnie.-mówiłam przez śmiech.
-Jak mi powiesz to cię zostawię.-powiedział, a ja pokiwałam głową że się zgadzam.
-Obiecałam Lucy że ci nie powiem.-powiedziałam.
-No to co powiedz ja nic jej nie powiem.-powiedział.
-No dobra ale Liamowi też nic nie mów.-powiedziałam a on pokiwał głową że rozumie.
-Lucy chciała numer Liama i prosiła mnie żebym nic ci nie mówiła.-powiedziałam.
-A po co jej jego numer?-spytał.
-Nie powiem ci.-powiedziałam, a on już wyciągnął ręce żeby mnie łaskotać.-Dobra powiem.-powiedziałam szybko a Zayn odsunął swoje ręce ode mnie.-Liam bardzo podoba się Lucy. Tylko to wiem, a po co jej jego numer to nie wiem.-powiedziałam.
-Lucy też podoba się Liamowi. Powiedział mi to jak szedł do domu.-powiedział Zayn.

-No to super.-powiedziałam. Gadaliśmy jeszcze chwilę, a później poszliśmy spać.

Rozdział 11

Unikałam swojej matki jak ognia. Teraz razem z Zaynem jadę na lotnisko po Lucy. Zayn chciał jechać ze mną, ja nie chciałam się kłócić więc się zgodziłam.
-Cześć Lucy.-powiedziałam, przytulając ją do siebie.
-Cześć.-odpowiedziała uśmiechnięta. Przywitała się z Zaynem, a chwilę później jechaliśmy już do domu. Lucy się ogarnęła i zeszła do mnie i do Zayna na dół. Siedzieliśmy i oglądaliśmy tv. W pewnym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi więc Mary poszła otworzyć. Przyszedł Liam. Przywitaliśmy się z nim i przedstawiliśmy mu Lucy. Oni poszli do gabinetu Zayna a my siedziałyśmy w salonie. Moja matka pojechała do rodziców Zayna i ma tam być przez jakieś 2 dni żeby wszystko było idealne na naszym ślubie. Dla nnie to dobrze przynajmniej nie będę jej musiała oglądać. Chwilę pogadałyśmy i postanowiłyśmy jechać na zakupy.
-Masz w ogóle sukienkę?-spytała Lucy kiedy byłyśmy w galerii handlowej.
-Tak, niedawno byłam z mamą Zayna na zakupach i kupiłam sobie sukienkę.-powiedziałam. Po godzinie zakupów poszłyśmy z Lucy na kawę. Opowiedziałam jej o tym co zrobili moi rodzice. Była w szoku i nie dziwiła mi się dlaczego się tak zachowuję. Pochodziłyśmy jeszcze jakąś godzinę i wróciłyśmy do domu na kolację obładowane siatkami.
-Liam?-spytałam go kiedy jedliśmy kolację.
-Tak?-spytał.
-Mógłbyś zabrać Lucy jutro Lucy na wycieczkę po Londynie? Byłabym ci wdzięczna. Sama bym to zrobiła, ale nie mam zbytnio czasu. Oczywiście jeśli masz czas.-powiedziałam.
-Ok nie ma sprawy.-powiedział i uśmiechnął się w stronę Lucy.


-Może jutro o 12 po ciebie przyjadę?-spytał Liam Lucy na co ona pokiwała głową że się zgadza. Po kolacji poszliśmy do salonu pooglądać tv. Niestety Liam musiał się już zbierać. Zayn poszedł go odprowadzić a Lucy chciała żebym poszła z nią do ogrodu, bo chcę ze mną pogadać.

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 10

W salonie siedziała sobie moja matka. Rzuciłam torebkę na ziemię i zaczęłam na nią krzyczeć.
-Czego tu szukasz?-spytałam.
-Cześć córciu, przyjechałam do ciebie, przecież za 4 dni bierzesz ślub.-chciała mnie przytulić ale się odsunęłam.
-Nikt cię nie zapraszał, nie jesteś tu zbytnio potrzebna więc możesz wracać do swojego domu.-powiedziałam.
-Dlaczego taka dla mnie jesteś?-spytała.
-Ty dobrze wiesz czemu. Bierz swoje rzeczy i wyjdź stąd bo nie masz tu czego szukasz. Nikt cię tu nie zapraszał.-powiedziałam.
-Czemu tak krzyczysz Hana?-spytał Zayn podchodząc do mnie. Kiedy weszliśmy on od razu poszedł zanieść na górę nasze walizki.-O dzień dobry pani.-powiedział po chwili.
-Cześć Zayn.-powiedziała moja matka jak gdyby nigdy nic.-Jak się masz?-spytała.
-Czy ty nie masz wstydu?-powiedziałam kiedy Zayn chciał się odezwać.
-Hana nie mów tak do swojej matki.-powiedział Zayn a ja myślałam że go zaraz walnę.
-Ta pani nie jest moją matką!-krzyknęłam i poszłam na górę. Co za beszczelna baba. A miało być tak miło. Pół godziny później przyszła Mary.
-Proszę.-powiedziałam kiedy zapukała.-Coś się stało?-spytałam siadając na łóżku.
-Nie, przyszłam żeby ci powiedzieć że kolacja jest gotowa więc chodź.-powiedziała kobieta.
-Nie dziękuje, nie będę siedziała przy jednym stole z tą kobietą.-powiedziałam.
-Nie przejmuj się, zostanie tu tylko parę dniu, później wyjedzie.-powiedziała.
-Dobra pójdę ale zjem z tobą-powiedziała.
-No dobrze, skoro chcesz.-powiedziała, a ja wstałam i razem poszłyśmy do kuchni. Zjadłyśmy kolację w miłej atmosferze. Pomimo tego że jadłyśmy w kuchni, czułam się lepiej niż jadłam ze swoimi rodzicami w domu. Byłyśmy normalne, a nie takie poważne i w ogóle. Po chwili Mary zaczęła sprzątać.
-Mogłabyś zrobić mi popcorn?-spytałam po chwili.
-Tak zaczekaj chwilę.-powiedziała, ja wstałam i nalałam sobie do szklanki soku. Chwilę poczekałam i popcorn był gotowy. Wzięłam miskę i szklankę i poszłam do salonu z którego słychać było ciche śmiechy. Ale z niej hipokrytka. Usidłam na drugiej kanapie nie zwracając na nich najmniejszej uwagi i włączyłam tv. Wygodnie usiadłam i zaczęłam jeść popcorn. 15 minut później zaczął dzwonić mój telefon. Dzwoniła Lucy więc odebrałam. Wyłączyłam tv żeby mi nie przeszkadzał, to znaczy nie przeszkadzał mi ale chciałam zrobić im na złość. Zayn mógł zjeść ze mną kolację, a nie z nią.
-No hej co tam?-spytałam i położyłam się na kanapie.
-Hej Hana, u mnie dobrze a u ciebie?-spytała.
-Szkoda gadać, a jak tam twoja mama?-spytałam.
-Już dobrze wyzdrowiała.-powiedziała.
-To fajnie, pozdrów ją i powiedz żeby przyjechała z tobą.-powiedziałam.
-Skoro chcesz, na pewno się ucieszy.-powiedziała.
-No i właśnie o to chodzi.
-Jak było w Madrycie?-spytała.
-Było parę kłopotów a tak to fajnie.-powiedziałam.-A kiedy przyjedziesz?-spytałam.
-Twój ślub jest za 4 dni więc przyjadę może jutro?-spytała.
-No to super zadzwoń do mnie o której będziesz to po ciebie przyjadę.-powiedziałam.
-Ok no to idę się pakować.-powiedziała.
-Ok to ci nie przeszkadzam do jutra.-powiedziałam i rozłączyłam się. Położyłam telefon na stół i znów włączyłam tv.
-Czemu jesteś dla swojej matki taka nie miła?-spytał Zayn, po czym podniósł moją głowę, usiadł na kanapie i położył moją głowę na swoje kolana.
-Co koleżanka już poszła?-spytałam.
-Tak poszła, bo była zmęczona.-powiedział.
-I to nie jest moja matka.-powiedziałam.
-Nie bądź dla niej taka.-wymruczał mi do ucha.
-Na ciebie też jestem zła.-powiedziałam.
-A czemu niby?-zapytał.
-Bo wolałeś jeść z nią niż ze mną, skoro tak dobrze się dogadujecie to niech tu zamieszka, albo ten ślub weź sobie z nią jak dla mnie to brzmi dobrze.-powiedziałam.
-Weź się nie obrażaj, to nasz gość więc trzeba go dobrze przyjąć. Miałem ją zostawić samą, to chyba nie byłoby miłe.-powiedział.
-Dobrze by jej było, nie zasłużyła na takie traktowanie.-powiedziałam.-Niech pojedzie do hotelu albo najlepiej do Nowego Yorku. Wszyscy byliby szczęśliwi.-powiedziałam.
-Odpuść jej. Zostanie tu tylko kilka dni a później wyjedzie.-powiedział.-Bądź dla niej miła zrób to dla mnie.-powiedział.
-Dobra zastanowię się, a tak w ogóle jutro przyjeżdża Lucy.-powiedziałam.
-No to fajnie.-powiedział.

-Dobra chodź już późno musimy iść spać.-powiedziałam i poszliśmy na górę.

Rozdział 9

Obudziłam się przez jakieś zapachy. Otworzyłam oczy a przede mną siedział Zayn.
-Co tak ładnie pachnie?-spytałam zaspanym głosem i usiadłam na łóżku.
-Śniadanie.-odpowiedział.
-Która jest godzina?-spytałam.
-Coś po 9.-odpowiedział i podał mi talerz z jakąś sałatką.
-Dzięki. Sam to zrobiłeś?-spytałam jedząc tą sałatkę.
-Nie święty Mikołaj.-powiedział a ja się zaśmiałam.
-To może codziennie będziesz mi robił takie śniadania?-spytałam.
-Jak sobie zasłużysz.-powiedział a ja się uśmiechnęłam.
-Dobra idę się ogarnąć i muszę się spakować.-powiedziałam kiedy skończyłam jeść i wstałam. Zayn poszedł posprzątać a ja wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy i je uczesałam. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam czerwoną sukienkę, która miała dłuższy tył, czarne buty, czarną marynarkę, czarną kopertówkę. Wyprostowałam sobie włosy i założyłam jakiś naszyjnik, który leżał najbliżej i byłam gotowa. Wyszłam z łazienki a Zayn siedział na łóżku, było coś po 11.
-Idziemy?-spytałam.
-Tak, chodźmy.-powiedział wstając z łóżka, wziął mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Jechaliśmy jakieś 20 minut. Dom nie był zły, ale nasz i tak był ładniejszy. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do drzwi. Zayn zadzwonił dzwonkiem i czekaliśmy aż ktoś nam je otworzy. Otworzyła jakąś kobieta wyglądała na 30 lat.
-Dzień dobry, proszę.-powiedziała i wpuściła nas do domu.-Proszę.-powiedziała kiedy zaprosiła nas do salonu gdzie siedziała ta baba i chyba jej mąż.
-Dzień dobry.-powiedział Zayn a ja się sztucznie uśmiechnęłam.
-Cześć Zayn, a to jest twoja narzeczona tak?-spytał go ten facet.
-Tak to jest Hana, a to pan Jay i jego żona Monic.-przedstawił nas sobie, oni uśmiechnęli się do mnie a ja do nich.
-Zapraszamy do jadalni obiad na pewno jest już gotowy.-odezwała się ta baba i zaprowadziła nas do jadalni. Ten Jay usiadł na swoim miejscu jego żona obok niego, Zayn z drugiej strony a ja obok niego.
-Więc za 4 dni bierzecie ślub tak?-spytała ta kobieta kiedy jedliśmy obiad. Znaczy ja tylko trochę zjadłam a później bawiłam się tym jedzeniem.
-Tak za 4 dni.-powiedziałam. Później Zayn z tym Jayem gadali o czymś tam nawet nie wiem o czym o jakieś firmie czy o czymś.
-Nie smakuje ci Hana?-spytała ta kobieta.
-Nie jest bardzo dobre tylko nie jestem zbyt głodna.-odpowiedziałam i odłożyłam widelec.
-To może zjemy deser?-spytała po chwili, ja wzruszyłam rękami bo nie wiedziała czym będzie ten deser. Może jakieś ropuchy? Po chwili ta sama kobieta która otworzyła nam drzwi przyniosła deser. Był to sernik. Jak ja go uwielbiam, po chwili przyniosła jeszcze kawę i n talerzu inne kawałki ciast. Chwilę później ja już jadłam swoje ciasto.
-Ale deser chyba ci smakuje prawda?-spytała śmiejąc się.
-Tak bardzo.-powiedziałam kończąc jeść.
-Kiedy wracacie do Londynu?-spytał ten Jay.
-Dziś mamy samolot.-odpowiedział Zayn. Niby ta baba miała męża ale co jakiś czas patrzyła na Zayna i na mnie też. Przysunęłam krzesło do krzesła Zayna i oparłam głowę o jego ramię.
-My będziemy się już zbierać.-powiedział Zayn wstając a ja razem z nim.
-Zostańcie jeszcze trochę.-powiedziała kobieta podchodząc do swojego męża.
-Bardzo chętnie, ale nie możemy. Musimy się jeszcze spakować.-powiedziałam miłym głosem, a tak naprawdę cieszyłam się że już idziemy.
-No dobrze nie będziemy was zatrzymywać. Miłej podróży do zobaczenia na ślubie.-powiedział ten cały Jay.
-Tak dziękuje za zaproszenie.-powiedziałam. Po chwili pożegnaliśmy się z nimi  i jechaliśmy do domu spakować się.
-Nie wierzę, to babsko będzie na naszym ślubie?-spytałam kończąc pakowanie się.
-Tak będzie, ale nie martw się będzie z mężem.-powiedział.
-Oni w ogóle mają jakieś dzieci?-spytałam.
-Nie nie mają, chyba ona nigdy nie chciała, mówiła że nie chcę zniszczyć sobie figury i dzieci nie są jej potrzebne do szczęścia.
-A jej mąż?-spytałam.

-On chciał mieć dzieci, ale jego żona nie więc tak oto nie mają dzieci. Ona nie żałuję tej decyzji, ale on chyba tak. Rzadko kiedy w ich towarzystwie mówi się o dzieciach.-powiedział a ja pokiwałam głową. Chwilę później musieliśmy już jechać na lotnisko. Zayn oddał samochód, a jakieś pół godziny później byliśmy w samolocie do Londynu. Parę godzin później byliśmy w Londynie. Na parkingu był samochód Zayna, który zostawił go to gdy wyjeżdżaliśmy. Zayn spakował nasze walizki i pojechaliśmy do domu. Mary otworzyłam nam drzwi chciałam chwilę odpocząć bo byłam zmęczona. Jednak ktoś musiał pokrzyżować moje plany. Mój dobry humor prysł jak bańka mydlana. 

Rozdział 8

Obudziłam się, ale Zayna już nie było. Na jego poduszce leżała kartka. Napisał że musiał wyjść i nie chciał mnie budzić bo słodko spałam i że będzie dopiero wieczorem. Wstałam z łóżka, poszłam po jakieś ciuchy i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się i poszłam napić się wody. Głowa trochę bolała mnie po wczorajszym więc wzięłam jakieś proszki. Było coś po 12 więc wzięłam torebkę i poszłam na miasto. Poszłam do galerii i kupiłam sobie parę ciuchów. Było coś po 14 i poszłam na obiad. Kiedy wychodziłam z restauracji zobaczyłam po drugiej stronie Zayna z jakąś kobietą, przytulali się do siebie, a on pocałowała go w policzek, a później weszli do jakieś restauracji. Co za sukinsyn. Ma ważne sprawy? Ja pierdole nawet mnie nie widział. Co za idiota. Wróciłam do domu odłożyć siatki i poszłam usiąść na kanapę. Ciekawe kim była ta kobieta. Myślałam że Zayn jest inny, a tu proszę niespodzianka. Nie wiem czemu ale parę łez mi poleciało po policzkach. Przecież nie będę płakać przez tego idiotę. Otarłam łzy i postanowiłam że zadzwonię do Zayna. Odebrał po 3 sygnałach.
-Hej Hana. Coś się stało?-zapytał.
-Nie nic się nie stało. Co robisz?-spytałam.
-Jestem z klientem na obiedzie, a ty co robisz?-spytał. Co za hipokryta.
-Ja siedzę w domu. Mogłeś zadzwonić poszlibyśmy razem na ten obiad z tym twoim klientem.-powiedziałam.
-Na pewno nudziłabyś się.-powiedział.
-Zapewne, dobra ja ci nie przeszkadzam. To pa.-powiedziałam.
-Pa.-powiedział i się rozłączył, a ja się rozpłakałam. Kłamał nie był z żadnym klientem tylko z jakąś babą. Nudziłabyś się. No co za idiota. Mógł powiedzieć że przeszkadzałabym mu w romantycznej randce. Siedzę już chyba tak z godzinę na tej kanapie i płaczę. Poszłam do łazienki się ogarnąć i przebrałam się w krótką, czarną sukienkę. Zamknęłam drzwi od mieszkania i poszłam do baru, który był w pobliżu. Usiadłam przy barze i powoli piłam jakieś kolorowe gówno. Okazało się ze kelner, który tu pracował to jakiś dawny kumpel Zayna. Jak byliśmy z Zaynem na tym balu czy na czymś tam Chad też tam był i to ze swój dziewczyną. Chad to imię tego kolegi Zayna, słabo pamiętam jego dziewczynę, ale go lepiej. Miło spędziłam czas rozmawiając z chłopakiem, ale on musiał pracować. A ja zostałam sama. Zawołałam barmana i powiedziałam że chcę wódkę i jeden kieliszek. Po 10 kieliszku przestałam już liczyć. Teraz to naprawdę byłam pijana, ale miałam to gdzieś. Cały czas przed oczami miałam obraz Zayna z tą babą. Była jakoś około 40 więc co on w niej widział? Nie mam pojęcia. Nie jestem piękną, ale brzydka też nie. Na pewno ładniejsza od tego babska.
-Hana zbieraj się, odprowadzę cię do domu.-powiedział do mnie Chad.
-A co już skończyłeś pracę?-zaczęłam bełkotać.
-Tak chodź.-powiedział..
-To usiądź napijemy się razem.-powiedziałam.
-Nie Hana ty już dość wypiłaś, chodź.-powiedział.
-Zaczekaj chwilę.-powiedziałam a on przytaknął. Wzięłam butelkę od wódki i wypiłam ją do końca, aż zrobiła się pusta.-Możemy iść.-powiedziałam wstając.
-Zaczekaj poszukam kluczy.-powiedziałam śmiejąc się i szukając kluczy w torebce. Droga do domu trochę nam zajęła, co jakiś czas potykałam się o własne nogi i cały czas się śmiałam. Nagle ktoś otworzył drzwi, był to Zayn.
-Hana? Gdzie ty byłaś? Dzwoniłem do ciebie.-powiedział.
-Byłam na imprezce. Zobacz kogo ci przyprowadziłam.-powiedziałam.
-Cześć Chad. Co tu robisz?-spytał Zayn.
-Cześć Zayn, pracuję w klubie do którego przyszła twoja dziewczyna. Skończyłem swoją zmianę i odprowadziłem ją do domu bo byłam i jest pijana.-powiedział i spojrzał na mnie.
-Dzięki.-powiedział Zayn.
-Chad chodź napijemy się czegoś. Byłeś w pracy i nie mogłeś, ale teraz możesz więc chodź.-powiedziałam.
-Nie dzięki Hana. Ty jesteś już dość pijana i nie powinnaś nic pić. Sorry ale muszę lecieć.
-Nie zostań proszęęęę.-zaczęłam go przekonywać.
-Nie muszę już iść. Trzymaj się Hana i nie pij tyle następnym razem bo nie dojdziesz do domu.-powiedział.-Spadam cześć Zayn.-dokończył i poszedł sobie. Zayn pociągnął mnie za rękę, zamknął drzwi i zaprowadził mnie do salonu.
-Co ty odpierdalasz Hana co?-zapytał zły Zayn.
-Nic poszłam na imprezę, bo mi się nudziło. Zresztą ty nie jesteś lepszy. Odwal się ode mnie.-powiedziałam i chciałam wstać ale Zayn popchnął mnie tak że znów siedziałam na kanapie.
-O co ci znowu chodzi?-zapytał, ale ja się nie odzywałam. Byłam pijana ale wszystko kontaktowałam.
-Czemu mnie zdradziłeś?-spytałam po kilku minutowej ciszy.
-O czym ty gadasz?-zapytał zdezorientowany Zayn.
-Nie udawaj, widziałam cię dzisiaj z jakąś starą babą na mieście jak się przytulaliście i w ogóle.-powiedziałam.-A kiedy do ciebie zadzwoniłam powiedziałeś że jesteś na spotkaniu z klientem a byłeś z jakąś starą pukwą.-dokończyłam, a on zaczął się śmiać. No nie wierzę ja mu mówię o jego zdradzie a on się śmieje. Wstałam, ominęłam go i poszłam do sypialni po czym trzasnęłam drzwiami. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać w poduszkę. Po chwili przyszedł Zayn.
-Ej Hana nie płacz.-powiedział odwracając mnie w swoją stronę i wycierając łzy z moich policzków.
-Zostaw mnie.-powiedziałam i wzięłam jego rękę z mojej twarzy.
-Proszę cię myślisz że zdradziłbym ciebie z kimś takim?-spytał.
-Nie wiem daj mi spokój.-powiedziałam.
-Nigdy bym cię nie zdradził, a zwłaszcza z taką starą babę. Szedłem na spotkanie z jej mężem a że spotkaliśmy się to poszliśmy razem a jej mąż już tam czekał. W ogóle to zaprosili nas jutro do siebie na obiad.-powiedział.
-No chyba śnisz nie pójdę do tego babska.-powiedziałam siadając na łóżku. Chociaż może pójdę i pokaże tej starej kurwie że Zayn jest mój. Nie co ja w ogóle mówię. Czyżbym się zakochała w Zaynie? Byłam o niego zazdrosna i w ogóle. Zresztą co z tego? Będziemy już nie długo małżeństwem więc mam prawo go kochać.-Albo wiesz co? Pójdziemy tam jutro.-powiedziałam po chwili ciszy. Po tej całej akcji prawie całkowicie wytrzeźwiałam.
-Ok jak chcesz.-powiedział.
-O której tam pójdziemy?-spytałam przytulając si do Zayna, a on objął mnie ręką.
-O 13.-powiedział.
-A o której mamy samot?-spytałam.

-O 17.-odpowiedział, a ja pokiwałam głową. Po chwili zasnęłam.

Rozdział 7

Właśnie skończyłam pakować walizkę. Schowałam tylko jeszcze paszport do torebki i byłam gotowa. Po chwili byłam już na dole i czekałam na Zayna.
-Jesteś już gotowa?-spytał Zayn a ja tylko pokiwałam głową.-No dobra to chodź.-powiedział i poszliśmy do auta. Droga na lotnisko zajęła nam jakieś 30 minut, a kolejne pół godziny później siedzieliśmy już w samolocie. Sama nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie czyiś dotyk na policzku więc otworzyłam oczy. Był to Zayn.
-Czas wstawać, kochanie już jesteśmy.-powiedział. Na lotnisku czekał na nas jakiś samochód który został wynajęty przez Zayna.
-Masz w Madrycie własny apartament?-spytałam wchodząc do wielkiego apartamentu.
-W wielu miejscach mam takie apartamenty. Wielu rzeczy o mnie nie wiesz, skarbie.-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Musisz iść dzisiaj na jakieś spotkanie albo coś?-spytałam wchodząc za Zaynem do sypialni.
-Nie dzisiaj jestem cały twój, ale jutro muszę jechać do klienta i załatwić parę spraw.-powiedział i położył się na łóżku plecami patrząc w sufit.
-No to super!-krzyknęłam zwracając tym samym uwagę Zayna który od razu się na mnie spojrzał.-Wstawaj! Idziemy na plażę!
-Serio? Chcę ci się iść na plażę?-zapytał.
-Tak, chodźmy.-powiedziałam skacząc po Zaynie jak małe dziecko.
-No dobra.-jęknął Zayn a ja z niego zeszłam.
-Zaczekaj tylko wezmę prysznic i ubiorę strój kąpielowy.-powiedziałam a Zayn przytaknął Wyciągnęłam z walizki strój i inne potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i się ubrałam. Wyszłam z łazienki i poszłam do sypialni wziąć torebkę i włożyłam do niej potrzebne rzeczy. Wzięłam też aparat, bo nie mogę przegapić takiej okazji i nie zrobić paru fotek zwłaszcza że uwielbiam robić zdjęcia. Wyszłam z sypialni i poszłam do salonu gdzie siedział już ubrany Zayn.
-O widzę że jesteś już gotowy, no to może iść.-powiedziałam. Po chwili szliśmy już na plaże po drodze śmiejąc się. Wieczorem Madryt jest piękny. 15 minut później siedziałam na kocu i czekałam na Zayna który poszedł po coś do picia. Na plaży nie było praktycznie nikogo, czasem przechodziły tylko jakieś pary lub samotni ludzie.
-Trzymaj.- z zamyślenia wyrwał mnie głos, podał mi szklankę z jakimś niebieskim napojem. Wyglądał fajnie miał parasoleczkę i w ogóle.
-Dobre.-powiedziałam pijąc to egzotyczne cudo.
-Zróbmy sobie zdjęcia.-powiedziałam przerywając ciszę.
-A masz telefon?-spytał.
-Tak mam, ale zrobimy sobie aparatem.-powiedziałam i wyciągnęłam go.-Dobra chodź pstrykniemy se parę fotek.-powiedziałam, ale mu się niezbyt śpieszyło.-No chodź.-jęczałam mu nad uchem.
-Daj buziaka to pójdę.-powiedział.
-Uhh no dobra.-powiedziałam i cmoknęłam go w usta, a on po chwili wstał i poszliśmy w stronę morza. Zrobiliśmy sobie parę zdjęć razem, później ja zrobiłam parę Zaynowi, a później on mi. Kiedy skończyliśmy poszłam odłożyć aparat i poszliśmy do wody. Przez przypadek ochlapałam Zayna po twarzy, ale on stwierdził że zrobiłam to specjalnie i zaczął mnie chlapać tak że po chwili byłam cała mokra. Zaczęłam uciekać, ale on szybko mnie dogonił.
-Zayn puść mnie. No proszę.-powiedziałam.
-No dobra chodź.-powiedział i poszliśmy na koc. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem. Ubrałam sukienkę w której tiu przyszłam i byłam gotowa by wrócić do domu.
-Zayn.-powiedziałam kiedy szliśmy już do wyjścia z plaży.
-Hm?-zapytał.
-Kup mi jeszcze jednego takiego kolorowego drinka.-powiedziałam i zaczęłam ciągnąć go do baru który był blisko plaży.
-No dobra chodź.-powiedział i poszliśmy. Chciałam jeszcze lody więc je tez mi kupił. Siedzieliśmy sobie z Zaynem tutaj już dość długo. Oglądaliśmy zdjęcia z plaży ale Zayn oglądał też inne zdjęcia które tam były. Ja byłam nieźle wstawiona. Najpierw Zayn kupił mi zielonego, później czerwonego, później żółtego, a teraz piłam jakiegoś różnokolorowego.
-Dobra chodź Hana zbieramy się.-powiedział Zayn kiedy zobaczył w jakim jestem stanie.
-Nie, zostańmy jeszcze trochę. Tu jest super. Ludzie się świetnie bawią i w ogóle.-marudziłam mu.
-Nie, siedzimy tu już długo, chodź.-powiedział i pociągnął mnie do wyjścia. Trochę się chwiałam, ale co z tego. Wziął moje rzeczy i poszliśmy do domu. Po drodze gadałam jakieś bzdury, trochę tańczyłam, ale Zayn nie chciał ze mną tańczyć. Trochę się jednak pokręciliśmy. Kiedy weszłam do domu byłam bardzo zmęczona więc od razu położył się na łóżku. Położyłam się tak że do Zayna nie było miejsca.

-Ej posuń się trochę.-powiedział, a ja pokiwałam przecząco głową i śmiałam się. On podniósł mnie i ułożył na jednej stronie łóżka, a na drugiej sam się położył. Przytulił się do mnie i razem zasnęliśmy.

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 6

-Możemy już iść?-spytałam obojętnie Zayna, kiedy zeszłam na dół.
-Tak, chodź.-powiedział i chciał złapać mnie za rękę ale ją odsunęłam. Wyszliśmy z domu i po chwili jechaliśmy już jego autem.
-No nie obrażaj się, kochanie.-powiedział kładąc swoją łapę na moim udzie, ale ja ją szybko strąciłam.
-Nie dotykaj mnie i się do mnie nie odzywaj.-powiedziałam i odwróciłam głowę w stronę okna. Po 30 minutach byliśmy pod jakimś wielkim domu, chociaż to nie był dom tylko willa. Wysiadłam z samochodu i niechętnie podałam rękę Zaynowi. W końcu byłam jego narzeczoną. Przed wejściem do domu zaczęłam się sztucznie uśmiechać do ludzi którzy akurat obok przechodzili.
-Chodź poznasz różne ważne osoby.-powiedział Zayn i pociągnął mnie w stronę jakiś ludzi. Nie byli młodzi prawie każdy miał był po 40. Masakra, coś czuję że będzie strasznie nudno.
-Dzień dobry panie Williamsie.-powiedział Zayn do jakiegoś kolesia który stal chyba ze swoją żoną, mieli po jakieś 50 lat lub nawet więcej, ja się tylko sztucznie uśmiechałam.
-Cześć Zayn, miło cię widzieć.-odezwał się ten koleś i przywitali się uściskiem.
-Hana to jest pan Williams i jego żona, a to jest moja narzeczona Hana.-powiedział Zayn, ten koleś pocałował mnie w rękę a gościara mnie przytuliłam co odwzajemniłam.  Zayn gadał już  z tym Williamsem czy jak mu tam było ponad 15 minut a mi się strasznie nudziło. Czasem podchodzili do nas jacyś ludzie i witali się, ale co z tego jak nie pamiętam prawie w ogóle ich imion. Zayn pożegnał się z tym panem a my poszliśmy dalej.
-Zayn to nie są twoi rodzice?-spytałam.
-Tak są, chodź przywitamy się.-powiedział i pociągnął mnie w ich stronę.
-Dzień dobry.-powiedziałam kiedy staliśmy przed nimi.
-Cześć Hana.-powiedziała do mnie mama Zayna i mnie przytuliła.-Ale wyrosłaś, ostatnio jak cię widziałam miałaś chyba 15 albo 16 lat.-powiedziała a ja się uśmiechnęłam. Z tatą Zayna też się przywitałam. Po chwili poszliśmy usiąść do stolika. Okazało się że to jakiś bal charytatywny czy coś takiego. Zaraz miały odbyć się jakieś licytację biżuterii. Siedziałam pijąc czerwone wino i rozmawiając z mamą Zayna. Zawsze ją lubiłam, była mila i w ogóle. Do taty Zayna też nic nie miałam. Chwile jeszcze rozmawiałyśmy ale później jakiś koleś prosił o ciszę i zaczęła się licytacja. Najpierw jakieś pierścionki i w ogóle, tu jest taka nuda że zaraz nie wytrzymam. Niektóre rzeczy były nawet ładne, ale ja nic nie chciałam.
-Podoba ci się coś?-spytał mnie Zayn nachylając się nade mną a ja pokiwałam przecząco głową. Tata Zayna czasem się odzywał ale jak na razie nic nie kupił swojej żonie. Może czekał na coś specjalnego.- kiedy to pomyślałam zaśmiałam się zwracając tym uwagę Zayna, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Jak byłam mniejsza czasem przychodziłam z rodzicami na takie licytacje, bale charytatywne i w ogóle, ale i tak się nudziłam. Pod koniec licytacji tata Zayna kupił swojej żonie jakiś naszyjnik z diamentów chyba, był nawet ładny, chociaż słowo ładny jest zły on był przepiękny.
-Podoba ci się Hana?-spytała mama Zayna, kiedy jej mąż jej go przyniósł.
-Tak jest piękny.-odpowiedziałam.
-Mam dużo biżuterii ale ten naszyjnik jest jednym z lepszych.-powiedziała a ja przytaknęłam głową.-Zawsze chciałam mieć córkę, której dałabym kiedyś swoje klejnoty i w ogóle ale się nie doczekałam. Chociaż po waszym ślubie będziesz dla mnie jak córka, właściwie to teraz już nią jesteś. Kiedyś ci pokaże swoją biżuterii.-powiedziała.
-Bardzo chętnie.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Już się nie mogę doczekać, aż będę mieć wnuczkę, którą będę strasznie rozpieszczać.-powiedziała a ja prawie zakrztusiłam się winem które piłam. Na szczęście tego nie zauważyła, a ja uśmiechnęłam się i pokiwałam głową że rozumiem. Czy oni są jacyś nienormalni uparli się wszyscy na dziecko. Nie chciałam robić awantury ani nic wiec tylko kiwałam głową i w ogóle.
-Musimy wybrać się razem na zakupy, zwłaszcza że do waszego ślubu tutaj zostajemy.
-Bardzo chętnie, jak będzie mieć pani czas to proszę zadzwonić.-powiedziałam.
-Na pewno.-powiedziała.
-Zayn możemy już iść?-spytałam. Było już po pierwszej a ja byłam zmęczona i lekko wstawiona.
-Tak.-powiedział, pożegnaliśmy się z jego rodzicami i wróciliśmy do domu.
-Czemu nic nie chciałaś?-spytał Zayn kiedy wchodziliśmy do domu.
-Tak po prostu.-odpowiedziałam ściągając obcasy.
-Jutro po południu jedziemy na 3 dni do Madrytu.-powiedział Zayn kiedy wchodziliśmy do góry po schodach.
-Po co?-spytałam wchodząc do sypialni.
-Muszę omówić pewne sprawy z klientem.-odpowiedział. Wyjazd służbowy więc po co mam jechać, chociaż to nie głupi pomysł. Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Zayn poszedł do łazienki. Wstałam z łóżka i poszłam po telefon. Kiedy go znalazłam w torebce, znów położyłam się na łóżku i zadzwoniłam do Lucy. U nich pewnie jest jakaś 8 lub 9 wieczorem więc pewnie jeszcze nie śpi. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Tak słucham?-spytała.
-No cześć Lucy.-powiedziałam.
-Hana, hej. Co tam u ciebie?-spytała.
-Jakoś leci, nie jest najgorzej. A co u ciebie?-spytałam.
-Wszystko w porządku, tylko mama jest chora i nie dam rady przyjechać do ciebie wcześniej niż na ślub.-powiedziała.
-Ok nie ma sprawy. A co jej jest?-spytałam.
-Ma zapalenie płuc i jako dobra córka, chcę jej trochę pomóc.-powiedziała akurat w tym momencie wszedł Zayna ale miałam to gdzieś. Położył się na łóżku i przytulił do mnie. Nie chciało mi się go odpychać więc po prostu go zignorowałam.
-Pozdrów ją. Ja chyba swoją bym się nie opiekowała.-powiedziałam.
-Hana nie mów tak, w końcu to twoja matka.-powiedziała.
-Gdybyś tylko wiedziała co zrobiła chyba byś tak nie mówiła.-powiedziałam.
-Czemu tak mówisz? Co się stało?-pytała.
-Długa historia, opowiem ci ją jak mnie odwiedzisz.-powiedziałam z uśmiechem.
-Ok, nie martw się. A w ogóle oni będą na twoim ślubie?-spytała.
-Nie wiem jak nie zapomną to może będą, chociaż szczerze mam to gdzieś.-powiedziałam a Lucy się zaśmiała.-No co? Mówię prawdę.-dokończyłam.
-Chyba nieźle się pokłóciliście.-powiedziała śmiejąc się.
-Ej nie śmiej się, to nie jest śmieszne, a że się pokłóciliśmy to mało powiedziane.-powiedziałam i też zaczęłam się śmiać.
-Dobra opowiesz mi kiedy się zobaczymy, a teraz ci nie przeszkadzam bo twój przyszły mąż mnie jeszcze znienawidzi że odbieram mu żonę.-powiedziała i obie się zaśmiałyśmy.
-Mam to gdzieś.-powiedziałam.-Niech spada na drzewo.-dokończyłam a Lucy zaczęła się śmiać jeszcze bardziej.
-Jesteś niemożliwa.-powiedziała.
-Teraz dopiero to wiesz? Myślałam że lepiej mnie znasz.-powiedziałam
-Ej, ej.-powiedziała.
-Nie no żartowałam.
-A przystojny chociaż?-spytała po chwili.
-Nie, stary koleś, w ogóle nie jest przystojny. On mógłby być moim ojcem.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Nie przesadzaj nie możemy być tak źle.-powiedziała.
-Oj może uwierz, jest strasznie wkurzający.-powiedziałam , specjalnie tak mówiłam żeby Zayn to wszystko słyszał.
-Dobra kończę dobrej nocy.-powiedziała.
-Ok i nawzajem. Pa.-powiedziałam i się rozłączyłam. Odłożyłam telefon na szafkę.
-Co się tak patrzysz?-spytałam Zayna, który się na mnie patrzył i leżał mi na brzuchu.
-A co nie mogę?-odpowiedział mi pytaniem.
-Nie no możesz, ty możesz wszystko.-powiedziałam.
-Jestem dla ciebie stary, brzydki i wkurzający?-spytał Zayn po chwili.
-Bardzo.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Ej nie śmiej się ze mnie.-powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-Zayn przestań!-krzyczałam.
-A przeprosisz?-spytał a ja przecząco pokiwałam głową, na co on zaczął łaskotać mnie coraz bardziej.
-Dobra, dobra przepraszam.-powiedziałam a Zayn przestał mnie łaskotać.-Jak Lucy cię zobaczy to jej kopara opadnie.-powiedziałam.
-Czemu niby?-spytał Zayn.

-Bo znając życie naprawdę mi uwierzyła że jesteś stary i w ogóle.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać a Zayn razem ze mną. Po chwili zasnęłam.

Rozdział 5

Gdy się obudziłam Zayna już nie było. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż. Po znalezieniu jakiś ciuchów, ubrałam je. Wzięłam telefon i napisałam do Alice że dzisiaj nie dam rady iść na zakupy, a ona po chwili odpisała że nic się nie stało. Zeszłam na dół do kuchni.
-Zrobi mi pani kawę?-zapytałam z uśmiechem.
-Tak, usiądź dziecko, zaraz ci zrobię.-odpowiedziała z uśmiechem. Po chwili podała mi kawę a ja powoli ją piłam.
-Zayn prosił żebym ci powiedziała że jak wstaniesz to masz  iść do jego gabinetu..-powiedziała po chwili ciszy a ja tylko przytaknęłam głową. Wzięłam kubek z kawą i poszłam do Zayna.
-Coś się stało?-spytałam kiedy weszłam do gabinetu i akurat zamykałam drzwi.
-Nie nic się nie stało, chodź.-powiedział, odsunął się krzesłem od biurka i poklepał się po nogach. Ja podeszłam do niego i usiadłam przodem do niego na jego udach.
-To o co chodzi?-spytałam.
-Mam coś dla ciebie. Skoro bierzemy ślub i w ogóle to powinnaś mieć pierścionek a skoro go nie masz to go dostaniesz.-powiedział z uśmiechem Zayn. Po chwili wyciągnął z szuflady czerwone pudełeczko i zapytał czy za niego wyjdę, a po chwili razem się zaśmialiśmy, ja odpowiedziałam że tak, a on włożył mi na palec piękny pierścionek.
-Podoba ci się?-spytał po chwili, oderwałam wzrok od pierścionka na moim palcu i spojrzałam na Zayna po czym się uśmiechnęłam.
-Tak jest piękny.-odpowiedziałam i przytuliłam się do Zayna.
-A tak właściwie to czemu tutaj siedzisz?-spytałam.
-Muszę wysłać parę ważnych dokumentów.-odpowiedział.
-Dobra to ja ci nie przeszkadzam.-powiedziałam i wstałam. Po chwili Zayn pociągnął mnie tak że stykaliśmy się nosami i cmoknął mnie w usta. Ja uśmiechnęłam się i wyszłam. Poszłam do sypialni uszykować sobie ciuchy na tą imprezę. Wybrałam czarną sukienkę za uda, czarne buty, czarną, lakierowaną kopertówkę i czarną marynarkę. Kiedy wszystko uszykowałam zeszłam na dół pooglądać tv. Siedziałam tam chyba z dwie godziny, aż Mary zawołała mnie na obiad. Po chwili dołączył do mnie Zayn i jedliśmy w ciszy.
-Dobra ja idę do ogrodu.-oznajmiłam wstając od stołu.
-Pójdę z tobą.-powiedział Zayn.
-A już skończyłeś swoją pracę?-spytałam.
-Tak, chodźmy.-odpowiedział i chwycił mnie za rękę po chwili złączając ją ze swoją. Wyszliśmy przez taras do ogrodu. Usiadłam na trawie a Zayn obok mnie. Chwilę później Zayn poszedł do kuchni po sok. Kiedy przyszedł podał mi szklankę a ja od razu się napiłam.
-Wiesz już nie długo będą tu biegać nasze dzieci.-oznajmił a ja prawie wyplułam sok który akurat miałam w buzi.
-Co?-spytałam zszokowana.-To ja nie mam prawa wyrazić swojego zdania na ten temat?-spytałam będąc na dal w szoku.
-No w końcu będziemy małżeństwem to chyba normalne że chcę mieć dziecko.-powiedział.
-Ale ja nie chcę mieć dziecko, może kiedyś tak ale teraz nie.-powiedziałam.
-Ale nikt nie pytał cię o zdanie.-stwierdził Zayn.
-Ale też mam prawo powiedzieć czy chcę mieć dziecko czy nie! A ty nie będziesz o tym decydował!-krzyknęłam wstając a Zayn zaraz za mną.
-Właśnie że będę! Ty masz mało do gadania!-Zayn też zaczął krzyczeć. On nie ma prawa decydować za naszą dwójkę. Ja nie chcę mieć teraz dziecka.
-Ty chyba jesteś śmieszny. Właśnie że mam dużo do gadania?-powiedziałam.
-Nie dąsaj się, kochanie. I tak będziemy mieć dziecko czy ci się to podoba czy nie. Po ślubie będziemy się starać o dziecko.-powiedział spokojnie.

-Właśnie że nie będziemy mieć dziecka tylko dlatego że ty tego chcesz. I nie będziemy się starać po ślubie o żadne dziecko.-powiedziałam, ominęłam Zayna i weszłam do domu. Poszłam do pokoju i zamknęłam się w nim cicho płacząc. Najpierw rodzice zmusili mnie do ślubu i wyjechaniu a teraz on chcę mnie zmusić żeby urodziła mu dziecko no chyba śni. Mam 19 lat i nie chcę mieć jeszcze dziecka. Jestem jeszcze młoda i nie w głowie mi pieluchy. Wstałam z ziemi i poszłam sprawdzić która jest godzina, było coś po 6. Poszłam do łazienki wziąć prysznic, później wysuszyłam włosy i ubrałam ciuchy które przygotowałam wcześniej. Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa, było coś po 7 więc miałam jeszcze trochę czasu. Nie miałam co robić więc wyciągnęłam aparat i zaczęłam oglądać zdjęcia na których byłam z Lucy. Miałam wtedy takie beztroskie życie. Szczerze nie chciałam iść z Zaynem na ten bankiet, ale nie miałam wyjścia. Wszystko byłoby ok gdyby nie to że on tak strasznie upiera się ż chcę dziecko po ślubie. On jest chyba jakiś nienormalny. Nie będzie mnie do niczego zmuszał. Schowałam aparat i zeszłam powoli na dół. Niech ten głupek sobie poczeka.

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się i pierwsze co zobaczyłam po otworzeniu oczów to Zayna, który miał słodką minę jak dziecko. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic, kiedy skończyłam owinęłam się ręcznikiem i zaczęłam suszyć sobie włosy. Gdy włosy były suche szybko je uczesałam i poszłam po jakieś ciuchy. Ubrałam bluzkę na ramiączkach, shorty z wysokim stanem i szare trampki. Kiedy wróciłam do sypialni Zayna nie było. Pewnie szykuje się do pracy. Zeszłam na dół do kuchni gdzie spotkałam tą panią nadal nie wiem jak ma na imię.
-Co pani życzy sobie na śniadanie?-zapytała mnie gdy weszłam do kuchni.
-Nic, albo szklankę soku.-powiedziałam z uśmiechem.-Tak właściwie chciałam panią przeprosić za swoje wczorajsze zachowanie, nie byłam zbyt miła. Przepraszam.-powiedziałam kiedy podała min szklankę soku.
-Oj nic się nie stało dziecko.-powiedziała ale po chwili przyłożyła rękę do ust a ja się zaśmiałam.-Przepraszam nie powinnam tak mówić do pani.-szybko powiedziała. Może lepiej żeby mówiła mi po imieniu a nie ciągle pani i pani.
-Nic się nie stało. Poza tym niech mówi mi pani po imieniu jest pani  starsza i w ogóle.-powiedziałam z uśmiechem.
-No dobrze.-powiedziała i też się uśmiechnęła.
-Długo pani tu pracuję?-spytałam po chwili jedząc przy okazji jabłko. No co leżało to sobie wzięłam.
-Tak bardzo to znaczy najpierw pracowałam w domu rodziców Zayna i byłam jego niańka ale również sprzątałam i gotowałam a później Zayn prosił mnie żebym tutaj pracowała i czasem dotrzymywała mu towarzystwa.-mówiła a ja kiwałam głową. Zayn jest bardzo związany z tą kobietą. Ja też byłam ze swoją niańką kochałam ją jak własną matkę.
-Ma pani dzieci?-zapytałam z ciekawości.
-Nie nie mam ale mam męża, który też tu pracuję.-powiedziała.
-Ale wczoraj mówiła pani że tylko pani tu pracuję.-powiedziałam.
-Tak bo ja jestem tu codziennie a mój mąż przychodzi dwa trzy razy w tygodniu. Pracuję jako ogrodnik dlatego.
-A no to już rozumiem.-powiedziałam.
-A co byś chciała na obiad dziecko?-spytała.
-Nie wiem chyba nic zjem na mieście bo idę na zakupy.-powiedziałam.
-Jesteś taka jak Zayn.-powiedziała kręcąc głową.
-Dlaczego?-spytałam.
-Bo on też zawsze się wykręca i rzadko kiedy je w domu obiad.-powiedziała.
-To teraz to zmieni.-powiedziałam.
-Co zmienię hm?-powiedział Zayn dając mi przy okazji buziaka w policzek.
-No chyba będziesz jadł obiad w domu nie?-zapytałam odwracając się do niego przodem.
-No będę się starał.-powiedział z uśmiechem.-Zrobisz mi tosty Mary?-zapytał Zayn robiąc jakąś śmieszną minę.
-Tak zaraz ci zrobię Zayn.-powiedziała i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Nie ja dziękuje nie jestem głodna.-powiedziałam.
-A co już jadłaś śniadanie?-zapytał Zayn.
-Tak zjadłam.-powiedziałam.
-Czemu kłamiesz?-spytał.
-Nie kłamię, jadłam jabłko i piłam sok.-powiedziałam a on pokiwał głową. Po chwili Zayn jadł już swoje śniadanie, Mary poszła sprzątać dom, a ja tym razem jadłam pomarańcze.
-Jedziesz do pracy?-spytałam a on przytaknął.-Na długo?-znów zadałam pytanie.
-Nie wiem to zależy ile będę miał spotkań i ile dokumentów do przejrzenia i podpisania.-powiedział.
-Mogę jechać z tobą?-spytałam.
-Po co? Będziesz się nudzić.-powiedział.
-Nie, nie będę tam nie a tu pewnie tak.-powiedziałam.
-Nie wiem.-powiedział.
-Oj no proszę, będę ci pomagać.-powiedziałam siadając Zaynowi na kolanach.
-No ok, zbieraj się.-powiedział śmiejąc się ze mnie.
-Zaczekaj chwile.-powiedziałam i poszłam na górę. Wzięłam czarną torebkę włożyłam telefon, portfel, kosmetyki i takie różne bzdety nie wiem po co i wzięłam aparat, bo będę zwiedzać miasto. Zeszłam na dół a Zayn już czekał.
-Może jechać.-powiedziałam z uśmiechem. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do auta, tak w ogóle dużo ma tych samochodów.
-Masz fajne auta.-powiedziałam kiedy już jechaliśmy.
-No wiem, a ty umiesz oprowadzić?-zapytał.
-Ja? No pewnie i to nawet po pijaku.-powiedziałam i zaśmiałam się bo to śmiesznie wyszło.
-Jak będziesz chciała to pojedziemy do mojego kumpla i wybierzesz sobie jakieś auto.-powiedział a ja się tylko uśmiechnęłam w jego stronę.
-O której zazwyczaj kończysz pracę?-zapytałam.
-Wiesz kończę kiedy chcę bo jestem szefem ale zazwyczaj do 16.-powiedział a ja tylko pokiwałam głową.
-Mogłeś wziąć sobie dzisiaj wolne.-powiedziałam na głos.
-Czemu?-zapytał.
-Poszlibyśmy na miasto, pozwiedzać i w ogóle.-powiedziałam.-Ale i tak nawet jak nie będziesz mógł to pójdę sama, wzięłam nawet aparat.-powiedziałam.
-No skoro tak bardzo chcesz to pójdziemy pozwiedzać miasto.-powiedział parkując auta na parkingu jego firmy. Strasznie duży ten budynek. Nie czekając na nic wysiadłam z auta i czekałam na Zayna. Po chwili złączył nasze dłonie i poszliśmy w stronę wejścia. Wszyscy się na nas patrzyli ale ja miałam to gdzieś. Weszliśmy do windy, która po chwili była już na samej górze. Wyszliśmy z niej i podeszliśmy do biurka jego sekretarki. Wyglądała na 35 lat.
-Hej Alice.-powiedział Zayn a kobieta od razu wstała kiedy mnie zobaczyła.
-Dzień dobry.-powiedziała z uśmiechem patrząc na mnie, puściłam rękę Zayna i wyciągnęłam ją do kobiety. Przedstawiłyśmy się nawzajem, chwile pogadaliśmy i poszliśmy do gabinetu Zayna.
-I co dużo masz dokumentów?-spytałam siadając na kanapie, która tam była.
-No trochę ale szybko się uwinę.-odpowiedział czytając jakieś kartki.
-Dobra idę po kawę chcesz?-zapytałam po chwili.
-Nie dzięki.-odpowiedział, wstałam i wyszłam.
-Alice mogłabyś zrobić mi kawę?-spytałam.
-No pewnie zaczekaj.-powiedziała i po chwili wróciła z kawą dla mnie i dla siebie.
-Masz dużo pracy?-zapytałam a ona przecząco pokiwała głową.-To pogadamy sobie bo nudzi mi się tu.
-Jesteś narzeczoną Zayna?-spytała.
-Tak, bierzemy ślub za dwa tygodnie i jesteś zaproszona.-powiedziałam.-A ty masz męża?-spytałam.
-Tak męża i 2 dzieci.-powiedziała.
-Wow, to super.-powiedziałam. Siedziałyśmy i gadałyśmy aż winda się otworzyła a z niej wyszedł jakiś koleś wyglądał na jakieś 20 lat.
-Cześć Alice. Jest Zayn?-zapytał a kiedy spojrzał na mnie uśmiechnął się co odwzajemniłam.
-Cześć Liam, tak jest.-powiedziała Alice ja się nie odzywałam, ten Liam nic nie mówiąc poszedł do Zayna.
-Kto to był?-spytałam kiedy Liam wszedł do gabinetu Zayna.
-Liam to przyjaciel Zayna często tu bywa.-powiedziała. Siedziałyśmy i gadałyśmy o wszystkim i o niczym, wymieniłyśmy się numerami telefonu i umówiłyśmy się na zakupy po jej pracy.
-Zaczekaj chwilę, muszę skserować parę ważnych dokumentów..-powiedziała wstając.
-Nie, daj ja je skseruje.-powiedziałam i wstałam zabierając je Alice z rąk. Poszłam do kserokopiarki, która była obok takiej małej kuchni i skserowałam wszystko to co miałam.
-Proszę skserowałam to co chciałaś.-powiedziałam podchodząc do Alice i dając jej kartki, po chwili przyszedł do nas Zayn ze swoim przyjacielem.
-Poznajcie się. To jest Liam a to Hana.-powiedział Zayn a my podaliśmy sobie dłonie.
-Dobra ja już będę się zbierał. Cześć.-pożegnał się z Zaynem a do mnie i  do Alice się uśmiechnął. Wzięłam Zayn za rękę i poszliśmy do niego.
-Dużo masz jeszcze pracy?-spytałam.
-Nie już skończyłem, możemy iść.-powiedział uśmiechając się do mnie.
-No to super idziemy.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do wyjścia.
-Cześć Alice.-pokiwałam do kobiety i weszłam do windy, a Zayn zaraz za mną. Po chwili byliśmy już w samochodzie.
-To gdzie jedziemy?-zapytał Zayn.
-Wiesz nigdzie nie chce mi się nigdzie jechać.-powiedziałam i opadłam na fotel.
-No dobra to jedziemy do domu.-powiedział. Pół godziny później byliśmy pod domem. Weszliśmy do domu a z kuchni dochodziły cudne zapachy.
-Um od razu zrobiłam się głodna.-powiedziałam a Zayn się zaśmiał.
-Ja idę się przebrać.-powiedział i poszedł na górę.
-Dam mi pani choć trochę tego dobrego jedzenia?- zapytałam siadając na krześle.
-No pewnie zaczekaj chwile.-powiedziała. Kobieta dała mi talerz z jedzeniem w tym samym momencie kiedy Zayn zszedł na dół. Jedliśmy w ciszy, ale to jedzenie było pyszne. Też chciałabym tak umieć gotować ale mogę tylko pomarzyć.
-O czym myślisz?-spytał Zayn wyrywając mnie z moich myśli.
-O tym, że to jest pyszne i o tym że też chciałabym umieć tak gotować.-powiedziałam, wstałam i poszłam do salonu na kanapę oglądając tv, ale nic w niej nie było.
-Co będziemy robić?-spytałam kiedy Zayn usiadł obok mnie.
-Nie wiem.-odpowiedział. Po chwili ciszy znów się odezwał.-Jutro jest taka impreza służbowa na którą musimy iść.-powiedział.
-No to jak mam się ubrać?-spytałam.
-W sukienkę.
-No to wiem ale jaką długą czy krótką?-spytałam.
-Jaką chcesz.-odpowiedział a ja pokiwałam głową.
-Idziesz jutro do pracy?-spytałam.
-Nie jutro mam wolne.-powiedział.
-Która jest godzina?
-Coś po 21.-powiedział a ja kiwnęłam głową.
-Gdzie mieszkają twoi rodzice?-spytałam.
-Oni mieszkają w Paryżu.-odpowiedział.
-Czyli ty jak byłeś mały mieszkałeś w Paryżu?
-Nie oni jakieś 3 lata temu tam zamieszkali parę miesięcy po tym jak się wyprowadziłem. Ojciec oddał mi firmę i razem z mamą wyjechali do Paryża. Czasem przyjeżdżają ale rzadko kiedy.-powiedział, a ja wstałam i poszłam po torebkę i znów usiadłam na kanapie. Kiedy znalazłam telefon miał tylko wiadomość od Lucy co tam u mnie i w ogóle. Więc do niej odpisałam.
-Lubisz dzieci?-spytał nagle Zayn.
-Nie przeszkadzają mi i tak lubię je a czemu pytasz?-spytałam a on wzruszył ramionami.
-A chciałabyś mieć dziecko?-spytał.
-Ale że teraz?-spytałam a on pokiwał głową na tak.-Czy ja wiem teraz chyba nie ale może kiedyś.-powiedziałam.
-A wiesz że ja chciałbym mieć dziecko?-spytał.
-No nie ale teraz już wiem.-odpowiedziałam.
-Po naszym ślubie chciałbym żebyś była w ciąży.-powiedział a mnie zamurowało.
-Ale od razu po ślubie? Po co? Dziecko nie zając nie ucieknie.-powiedziałam, lubię dzieci i w ogóle ale od razu dziecko chyba nie.
-No dobra jeszcze zobaczymy a gdzie chciałabyś pojechać w podróż poślubną?-zapytał.
-Nie wiem a ty?-spytałam.
-Ja też nie wiem byłem już w wielu miejscach.-odpowiedział.
-No to może hm… do Hiszpanii?-spytałam.
-No to nawet nie jest zły pomysł.-powiedział uśmiechając się.
-Dobra ja idę na górę. Idziesz?-spytałam.

-Tak.-odpowiedział i razem poszliśmy na górę ja ubrałam się w piżamę i poszłam do łóżka gdzie od razu zasnęłam.